Rymowane zagadki – ZWIERZAKI

Niemal wszystkie dzieciaki uwielbiają rymowane zagadki. Rozwiązywanie ich to nie tylko doskonała forma rozrywki, ale też okazja do poszerzania swojej wiedzy i ciekawy sposób na podbudowanie dziecięcej pewności siebie dzięki kolejnym sukcesom. Poniżej znajdują się cztery zagadki – zwierzaki, które wybrałam i opisałam nie należą do tych najpopularniejszych, dlatego dla młodszych dzieciaków mogą stanowić nie lada zagwozdkę! Udanej zabawy!

 

 

LENIWIEC

Po drzewach się głową do dołu gramoli,
a jego motto to “śpiesz się powoli”,
mięsa nie tyka – no oczywiście!
On ciągle przeżuwa zielone liście.
Pazury u łapy ma dwa albo trzy,
uczepia się nimi gałęzi gdy śpi.
Las równikowy to jego siedlisko,
którego zawsze trzyma się blisko.

 

 

KOALA

Chociaż na misia wygląda raczej,
to tak naprawdę on jest torbaczem.
Ma szare futerko, jest całkiem nieduży,
a za mieszkanie drzewo mu służy.
Z Australii się nigdy, przenigdy nie ruszy,
bo tylko tam rosną eukaliptusy.

 

 

 

DZIOBAK

Co to? Nie ryba, chociaż na co dzień
przez większość czasu przebywa w wodzie.
Nie można nazwać go także gadem,
chociaż – jak węże – broni się jadem.
Posiada dziób i składa jajka,
lecz nie jest też nie ptakiem, to inna bajka!
Niezły dziwoląg! Niezła to draka,
lecz opisuję tu teraz SSAKA!
A jak wygląda? No dobra, dobra,
może odrobinę przypomina bobra
z łapami wydry i kaczym dziobem…
Umiesz go chociaż wyobrazić sobie?

 

 

 

MRÓWKOJAD

Uwielbia jeść mrówki oraz termity
i niemal nigdy nie bywa syty.
Wykrada jajka, miód pszczołom wyżera…
Straszliwy żarłok, to prawda szczera!
Ma długi jęzor, jak lep na muchy,
którym wyłapie wszystkie okruchy.
Długaśnym ogonem dziarsko wachluje,
kiedy przez dżunglę pokracznie wędruje.

 

 

 

 

 

Czy dzieciom udało się odgadnąć wszystkie zwierzaki? Koniecznie dajcie znać!

 

Zapraszam do przeczytania także HeLeonkowych wierszyków dla dzieci 🙂

“Małgosia i Łosie” – wiersz

Małgosia chęć na jagody miała,
więc się do lasu po nie wybrała.
Spacerowała pomiędzy drzewami
słodkimi racząc się owocami.

 

Tak długo w gęstwinie Gosia kluczyła,
że przez przypadek drogę zgubiła.
Przysiadła przy dróżce i zapłakała,
bo strasznie się wtedy o siebie bała.

 

Nagle idące ścieżyną dwa łosie
spostrzegły płaczącą pod drzewem Małgosię
i prędko o powód jej troski spytały
(choć łoś to z natury zwierzak nieśmiały).

 

Małgosia za głowę chwyciła się w szoku.
Czyżby mnie oczy myliły o zmroku?
Czy to już zwidy, czy prawda szczera,
że mam dziś łosia za bohatera?

 

Masz dzisiaj Gosiu niezłego farta,
bo właśnie trwa łosi pomocna warta,
a nikt tak z całej leśnej zwierzyny
nie zna – jak łosie – każdej ścieżyny.

 

Łosie dziewczynę o adres spytały,
a co ciekawe, faktycznie go znały.
Na plecy wskakuj i złap za łopaty,
już zaraz będziesz u mamy i taty!

 

Jazda na łosiu – co za przygoda!
Lecz trudno tu użyć też słowa “wygoda”,
bo choć łoś w wodzie doskonale brodzi,
to za to bardzo niezgrabnie chodzi.

 

Małgosia wróciła ciut obolała,
lecz za to zupełnie zdrowa i cała,
w podzięce łosie cmoknęła w czoło
i pomachała do nich wesoło.

 

Kiedy dzień później się obudziła,
nie była pewna, czy tylko nie śniła,
lecz ślady kopyt znalazła duże,
gdy tylko wyszła na swoje podwórze.

 

 

 

 

Wiersz o łosiu powstał już jakiś czas temu, specjalnie dla Leosia, który okresowo przechodzi etapy fascynacji różnymi gatunkami zwierząt. Gdy pewnego razu uparł się na łosie, nie pozostało mi nic innego jak wykombinować prędko jakąś wesołą rymowankę. Teraz uznałam, że przyszedł idealny czas na podzielenie się “Małgosią i łosiami” z innymi – w wakacje częściej niż zwykle wybieramy się na spacery po lasach i każdemu dziecku przyda się przestroga, by zbytnio nie oddalać się na własną rękę od rodziców – wszak nie za każdym krzakiem czeka na nas bohaterski łoś, który odstawi nas bezpiecznie do domu 😉

 

Twoje dziecko lubi wierszyki o zwierzątkach? Jeśli spodobał się wam wiersz o łosiu, koniecznie przeczytajcie wspólnie także “Pana Żabę” ! 🙂

“Gdzie jest Spot?” Eric Hill

 

 

Do tej pory opisywałam tutaj książki przeznaczone raczej dla starszych dzieci – takie, którymi interesuje się czteroletni Leośko, lub które ja sama uważam za wartościowe. Dziś jednak chcę po raz pierwszy przedstawić książeczkę idealną- moim zdaniem – dla najmłodszych pociech.

 

Gdzie jest Spot?

 

“Gdzie jest Spot?” wydawnictwa Mamania – bo to właśnie o tej książeczce mowa – to kartonowa propozycja już nawet dla rocznych szkrabów. Kolorowe, ale proste ilustracje, sztywne wytrzymałe strony, bezpiecznie zaokrąglone rogi i, co najważniejsze, okienka, które można otwierać i zamykać bez końca. No dobra, z tym “bez końca” przesadziłam – wszystkie klapki wreszcie polegną w bohaterskiej walce z potokami śliny i niedelikatnymi paluszkami, ale w tym cały urok tej lektury. Tak brutalnie potraktowana, wymięta i pokiereszowana może być w przyszłości świetną pamiątką. Ale zapewniam, że do czasu wylądowania w pudle z pamiątkami Spot dostarczy każdemu dziecku mnóstwo radości.

 

Prosta, lecz wciągająca fabuła

 

“Gdzie jest Spot?” to prosta opowieść o psiej mamie, która szuka swojego synka – Spota. Przyszedł czas na obiad, jednak niesfornego szczenięcia nigdzie nie ma. Czy schował się w szafie? A może znajdzie się pod łóżkiem? Poszukiwanie młodego psiaka w różnych miejscach w całym domu to zajęcie wciągające najmłodsze dzieciaki już od niemal 40 lat – wtedy właśnie przygody Spota ukazały się po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii, stworzone przez Erica Hilla.

 

 

 

 

Helenka dostała swój egzemplarz Spota w prezencie na tegoroczny Dzień Dziecka, mając półtora roku. Zakup okazał się oczywiście strzałem w dziesiątkę. Hela jest zachwycona ruchomymi klapkami, które skrywają tak wiele niespodzianek. Uwielbiam obserwować ją, gdy uchyla kolejne okienka z radosnymi okrzykami “Nie ma!” i próbuje po swojemu nazywać to, co pod nimi znajduje – w każdym miejscu zamiast Spota skrywa się inne zwierzątko. Chociaż książeczka była przez nas czytana już kilkadziesiąt razy, to za każdym razem odnalezienie szczeniaka na sam koniec wprawia Helcię w ogromną radość – zawsze jest tak dumna ze swojego osiągnięcia, że sama siebie nagradza oklaskami.

 

 

 

 

Od niedawna dostępne w sprzedaży są również dwie następne części przygód uroczego szczeniaczka – “Spot jedzie na wieś” oraz “Spot mówi dobranoc”. Żadna z nich nie zagościła jeszcze w naszej heleonkowej biblioteczce, jednak jestem pewna, że są równie czarujące, co pierwsza część. Wydawnictwo Mamania bardzo dba o wysoki poziom oferowanych przez siebie książek, dlatego wiem, że wszystkie ich nowości mogę w ciemno polecać czytelnikom i zamawiać dla swoich dzieci.

 

 

 

“Gdzie jest Spot?”
Autor: Eric Hill
Wydawnictwo: Mamania
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 22
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-65796-30-1

 

 

 

Poprzednia recenzja – “Była sobie dziewczynka”

“Kleiste mazidło, czyli o tym, jak bagiennik rozbił gang orzesznic” – część pierwsza przygód Zenka Zabagnistego

Czy miałeś kiedyś okazję spotkać bagiennika? Założę się, że nie! I nic w tym dziwnego, bo można go zobaczyć jedynie nocą i wyłącznie na bagnach nad rzeką Biebrzą. Byłeś tam kiedyś po ciemku? Moi rodzice nigdy by mi na to nie pozwolili! Właśnie dlatego dopiero niedawno odkryłam, że coś tak pokracznego jak bagiennik w ogóle istnieje. Pozwól, że ci o nim opowiem…

 

Aneta Wiśniewska - Bagna Biebrzańskie

 

Jak już wspomniałam, bagiennik żyje na bagnach. Upatrzył sobie te najbardziej malownicze w Polsce – Bagna Biebrzańskie. Pewnie myślisz, że bagiennik to jakieś dziwne zwierzę, ale muszę wyprowadzić cię z błędu. Bagiennik to demon. Tylko się nie bój! Zapewniam, że nie wszystkie demony są złe! Ten konkretny gatunek bywa nawet całkiem miły. Chociaż na takiego nie wygląda… Tak między nami powiem, że bagienniki są szkaradne. I pokraczne. Niezgrabne, brzydkie, oślizgłe… I do tego koszmarnie pachną. Może właśnie dlatego są z natury nieśmiałe. Po prostu wiedzą, że na ich widok każdy ma ochotę uciekać z krzykiem. Dla świętego spokoju wolą się nie pokazywać, gdy nie jest to absolutnie konieczne. Ale jeśli kiedyś zobaczysz coś okrągłego, zgniłozielonego, mającego około metra wzrostu i na dodatek z wielkim nosem na środku czoła, to możesz mieć pewność, że masz przed sobą właśnie bagiennika.

 

Teraz pewnie zastanawiasz się, dlaczego opowiadam ci o czymś tak wstrętnym? Otóż dotarły do mnie ostatnio plotki, że pewien bagiennik, Zenek Zabagnisty, został bohaterem! Wiem – to brzmi wprost nieprawdopodobnie, ale są dowody na to, że to właśnie on rozbił złodziejski gang orzesznic! Sam posłuchaj…

 

Aneta Wiśniewska - bagiennik Zenek Zabagnisty

 

Choć była już jesień, ta noc była wyjątkowo przyjemna. Powietrze nad Biebrzańskimi Bagnami było ciepłe i wilgotne. Właśnie takie noce Zenek Zabagnisty lubił najbardziej – usadawiał się wtedy wygodnie w swoim niewielkim bajorku osłoniętym wokół wierzbowymi gałązkami i powoli delektował się swoim ulubionym błotkiem z miętą. Cóż więcej było mu potrzebne do szczęścia? Bagiennik wciągnął głęboko w swoje olbrzymie nozdrza wielki łyk powietrza – pachniało nadgniłą roślinnością. Zenek czuł w kościach, że już niedługo znów dopadnie go alergia, ale na razie postanowił cieszyć się błogim odpoczynkiem.

 

W pewnej chwili stwór usłyszał ponad swoją głową dziwne odgłosy. Czy tylko mu się wydawało, czy rzeczywiście w wierzbowej dziupli toczyła się jakaś piskliwa rozmowa? Choć bagiennik był niezwykle kulturalny i wiedział, że podsłuchiwanie jest z gruntu złym uczynkiem, to i tak nadstawił ucha. Coś było bardzo, ale to bardzo nie w porządku.
Olo, dawaj szybko te żołędzie, znalazłam na nie doskonałą kryjówkę! To bajoro pod wierzbą tak cuchnie, że nikt się do niego nawet nie zbliży, więc nasz łup będzie w tej dziurze bezpieczny!
Jesteś pewna, Iga? Wiesz, co będzie, jeśli wiewióry znowu nas nakryją…
Nie pękaj, Olo! Jesteś orzesznica, czy zwyczajny tchórz? Dobrze wiesz, że jeśli do Zimowego Staniasłońca nie dostarczymy Frycowi całego towaru, to zamiast Szczodrych Godów będziemy mieć Głody.
– Chyba masz rację… Wiewióry to pikuś w porównaniu z gniewem Fryca…
W końcu głosy ucichły. Po chwili Zenek dostrzegł sylwetki pary orzesznic, zbiegających bezszelestnie na ziemię.

 

Aneta Wiśniewska - Orzesznice

 

Gdy bagiennik obudził się następnej nocy, postanowił pospacerować. Choć był niezgrabny i przez swoją oślizgłą skórę często się potykał, to właśnie podczas przechadzek najlepiej mu się myślało. Kiedy po godzinie już prawie doszedł do wniosku, że nie chce wtrącać się w niecne uczynki orzesznic, zobaczył siedzące na pobliskiej brzozie wiewiórki. Rodzina Rudzielców strasznie lamentowała.
Nie przetrwamy tej zimy, Tosia! Nasze zapasy zniknęły, nie został ani jeden, maleńki żołądź! Nie mamy już nawet suchych łupinek! Nawet jeśli teraz znów weźmiemy się do roboty, do zimy nie nazbieramy zbyt wiele jedzenia…
Jak my wykarmimy dzieci, Tomku? Och, nasze biedne maleństwa, tak się o nie boję!
W tym momencie w Zenku Zabagnistym aż zagulgotało. Jego policzki z gniewu zapłonęły neonową zielenią, a z nozdrzy zaczęła buchać śmierdząca para. “Już ja dam popalić tym wstrętnym orzesznicom!” – pomyślał. “Nie pozwolę, by dzieci państwa Rudzielców umarły z głodu!

 

Aneta Wiśniewska - Zenek Zabagnisty i wiewiórki

 

Po powrocie do Wierzbowego Bajorka Zenek postanowił się zaczaić. Swoim zwyczajem zanurkował głęboko w mętną wodę, chcąc pozostać niezauważonym. Nie było dla niego problemem oddychanie pod wodą, ponieważ w razie potrzeby potrafił czerpać tlen bezpośrednio przez skórę. Z resztą i tak okazało się, że nie musiał długo czekać na złodziejskie orzesznice. Już po kilkunastu minutach znów pojawiły się na gałęzi tuż przy dziupli. Gdy niczego nieświadome zwierzaki doglądały swoich łupów, bagiennik z głośnym pluskiem wynurzył się z wody. Przestraszone tym dźwiękiem orzesznice chciały natychmiast uciekać, ale było już za późno! W mgnieniu oka Zenek wystrzelił ze swego nosa kleistą, ciągnącą się i baaardzo śmierdzącą maź, która oblepiła futrzaki od stóp do głów tak, że nie mogły się ruszyć.
A mam was, złodziejaszki! – wykrzyknął uradowany demon. Orzesznice strasznie się szamotały, walcząc z obrzydliwą mazią o wolność, jednak na nic zdawały się ich wysiłki – substancji można było pozbyć się jedynie za pomocą wywaru z fiołka mokradłowego.

 

Aneta Wiśniewska - Uwięzione orzesznice

 

Zenek Zabagnisty nie chciał od razu uwalniać pary złośliwych zwierzaków, dlatego najpierw wydobył z dziupli zapasy państwa Rudzielców. Trochę to trwało, ponieważ bagienniki nie zostały stworzone do wspinania się na drzewa. Ślimaczym tempem zziajany demon dotarł pod brzozę, na której wczorajszej nocy widział wiewiórki i swym grubym głosem zawołał w stronę gałęzi:
Jesteście tam, Rudzielce?
Tosia pierwsza wychyliła głowę zza konaru. Gdy zobaczyła stojącego pod drzewem szkaradnego stwora, aż zatrzęsła się ze strachu. Natychmiast czmychnęła, a zamiast niej pokazał się jej mąż – Tomek Rudzielec. Choć było widać, że również jest przerażony, starał się przynajmniej wyglądać na odważnego.
Czego od nas chcesz, stworze? Już dosyć mamy kłopotów!
Zawsze to samo, dlaczego oni wszyscy myślą, że skoro jestem brzydki, to na pewno wredne straszydło ze mnie? – zamruczał pod nosem poirytowany bagiennik, po czym nieco głośniej dodał: – Mam coś dla was, Rudzielce! Doszły mnie słuchy, że potrzebujecie prowiantu na zimę!
Czy… czy to ty ukradłeś nasze zapasy? – zdenerwowany wiewiór Tomek prędko wyciągnął błędne wnioski.
Ech, wiewiórze, na co zdałyby mi się te wasze żołędzie? Ohyda, nie to co koktajl z larw komara… Odebrałem wasze zapasy dwóm orzesznicom, które zwędziły je dla jakiegoś tam Fryca… 
Fryca?! – krzyknął Tomek. – Przecież ten łotr został wygnany z Bagien już dawno temu! To był strasznie podły leń! Zamiast całą jesień zbierać własne zapasy, on zawsze żądał od wiewiórek i innych małych zwierząt haraczu z okazji Zimowego Staniasłońca. Organizował dla swojej bandy orzesznic najbardziej huczne Szczodre Gody w całej okolicy, podczas gdy inne zwierzęta głodowały… Sądziliśmy, że po wydaniu na niego wyroku wygnania już nigdy tutaj nie wróci… 
Zenek Zabagnisty oddał zmartwionym wiewiórom ich zapasy i po wysłuchaniu gorących podziękowań zaczął pomału wracać do domu. Całą drogę zastanawiał się, jak na dobre pozbyć się tego całego Fryca z Biebrzańskich Bagien. Wreszcie wpadł na pewien pomysł…

 

Aneta Wiśniewska - Bagiennik zwraca zapasy wiewiórek

 

Gdy bagiennik dotarł pod swoją wierzbę, orzesznice wciąż były uwięzione w demonicznej mazi. Zenek zbliżył się do nich i zaproponował pewien układ.
Chcecie się uwolnić, gagatki? – zapytał. Zwierzaki delikatnie pokiwały głowami, ponieważ tylko na taki ruch pozwoliła im gęsta substancja. – Wyciągnę was z tej pułapki, jeśli w zamian zaprowadzicie mnie do Fryca!
Po ponownym potaknięciu ze strony orzesznic, Zenek przystąpił do parzenia naparu z fiołka mokradłowego. W tym celu musiał udać się do położonej nieopodal opuszczonej chaty, z której czasem korzysta w tajemnicy tylko pewna stara szeptucha. Gdy mikstura była już gotowa, bagiennik zaczął nią pomału polewać dolne łapki uwięzionych zwierzaków. Górne na wszelki wypadek pozostawił jeszcze sklejone, tak, by orzesznice nie mogły go wystrychnąć na dudka i uciec. Kiedy obie orzesznice były już jako tako zdolne do poruszania się, od razu wyruszyli w drogę.

 

Aneta Wiśniewska - Napar z fiołka mokradłowego

 

Po niezbyt długiej wędrówce grupa złożona z Zenka i dwóch gryzoni dotarła pod rozłożystą leszczynę. Bagiennik stanął w cieniu, tak, by jak najdłużej pozostać niezauważonym. Iga, jako odważniejsza z dwóch orzesznic, zawołała piskliwie:
Fryc! Fryc, to my, Iga i Olo! 
Już po chwili oczom Zenka ukazał się owiany złą sławą zwierzak. Fryc był wyjątkowo wyrośniętą orzesznicą, jednak dla bagiennika nie był to powód do strachu.
Lepiej, żebyście mieli ze sobą moje żołędzie, inaczej od razu zejdźcie mi z oczu, dobrze wam radzę! – gniewnie zagrzmiał Fryc. W tym samym momencie Zenek wysunął się zza drzewa i po raz drugi tej nocy wystrzelił z nosa swą mazią. Mimo wrodzonej niezgrabności doskonale potrafił celować, dlatego już po chwili unieruchomiony i bardzo zdziwiony Fryc zsunął się z gałęzi na ziemię.
Posłuchaj mnie uważnie, kolego. – odezwał się Zenek, próbując zrobić jak najgroźniejszą minę. – Nie jest ci chyba zbyt przyjemnie tak leżeć sobie, nieruchomo jak kłoda, prawda? – orzesznica lekko pokręciła głową na znak protestu. – No więc ja ci teraz obiecuję, a zawsze dotrzymuję obietnic, że jeśli jeszcze choć raz postawisz swą lepką łapkę na terenie Biebrzańskich Bagien, to znów uraczę cię moimi glutami. Tylko pamiętaj, że następnym razem mogę nie mieć ochoty cię z nich uwolnić… Rozumiesz? 
Przerażenie w oczach Fryca starczyło Zenkowi za potwierdzenie. Użył więc reszty fiołkowego naparu do uwolnienia wszystkich trzech orzesznic z klejącej mazi. Po odzyskaniu wolności zwierzaki nie namyślając się długo wzięły nogi za pas. Zenek uśmiechnął się z zadowoleniem. “Coś mi się zdaje, że prędko ich tu nie zobaczę…” – pomyślał.

 

Aneta Wiśniewska - Przegnanie orzesznic

 

No, teraz znasz już całą historię. Niewiarygodne, prawda? Ale chyba zrozumiałeś, że nawet demoniczny bagiennik to tak na prawdę może być równy gość. Wiewiórki w podziękowaniu za ocalenie ich zapasów rozniosły po całych Bagnach Biebrzańskich wieść o bohaterskiej postawie Zenka Zabagnistego. Dzięki temu część zwierząt przestała się go bać, a on sam nie musi już chować się przez całe noce w swoim bajorze. Ech, chciałabym go kiedyś osobiście spotkać. Coś czuję, że na pewno byśmy się dogadali, jeśli tylko odpowiednio mocno zatkałabym nos.

 

KONIEC

 

Domyślam się, że niektóre nazwy użyte w bajce mogą być niezrozumiałe dla młodego czytelnika, dlatego zachęcam do dodatkowego zapoznania się z ich wyjaśnieniami:

  • Bagiennik – słowiański demon wodny, zamieszkujący podobno bagna i stawy w okolicach rzeki Biebrzy. Choć bardzo brzydki, nie był groźny dla ludzi, o ile go nie niepokojono. Rozgniewany potrafił utworzyć nad moczarami gęstą, trującą i śmierdzącą mgłę. Umiał również wystrzeliwać gęstą maź ze swoich nozdrzy umieszczonych na środku czoła – Słowianie wierzyli, że choć paskudna, to potrafi ona leczyć wiele schorzeń, takich jak reumatyzm czy choroby serca. W Bestiariuszu Słowiańskim wydawnictwa Bosz występuje bardzo podobny demon – ćmuch, którego ilustracja i opis stanowiły główną inspirację podczas tworzenia postaci Zenka.
  • Bagna Biebrzańskie – inaczej Kotlina Biebrzańska, to jedna z największych europejskich ostoi dzikiej przyrody położona na Podlasiu. Większą część terenu doliny rzeki Biebrzy zajmuje Biebrzański Park Narodowy, znany z ogromnej różnorodności gatunków roślin oraz zwierząt, szczególnie ptactwa. Bagna Biebrzańskie uchodzą za najpiękniejsze w całym kraju.
  • Zimowe Staniesłońca / Szczodre Gody – słowiańskie święto obchodzone w dzień przesilenia zimowego. Cieszono się wtedy ze zwycięstwa światła nad ciemnością – od tego czasu dzień zaczynał się wydłużać. Dzisiaj w podobnym czasie przypada chrześcijańskie Boże Narodzenie, choć zwyczaje są bardzo podobne do tych, które obowiązywały Słowian podczas Szczodruszki (kolędowanie, uroczysta wieczerza, 12 potraw, upominki dla dzieci i inne).
  • Orzesznica, a właściwie orzesznica leszczynowa – to niewielki gryzoń z rodziny popielicowatych o szaro-rudym ubarwieniu futerka i długim, choć nie tak puszystym jak u wiewiórki ogonie. Żyje głównie w lasach, gdzie prowadzi nocny tryb życia i żywi się między innymi orzechami, jagodami i żołędziami.

 

Wszystkie ilustracje do opowiadania o Zenku wykonała specjalnie na moją prośbę pani Aneta Wiśniewska. Aneto, raz jeszcze bardzo ci dziękuję! Proszę, uwierz wreszcie, że twoje prace są wspaniałe, niesamowite i … po prostu najpiękniejsze na świecie!

 

Polubiliście sympatycznego bagiennika? Jeśli macie ochotę na więcej historii o Zenku Zabagnistym, koniecznie dajcie znać! Możecie również udostępnić informację o bohaterskim demonie swoim znajomym na Facebook’u! 🙂

“Trusia” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Kto dawniej próbował skrzywdzić zaskrońca,
czy żmiję cieszącą się ciepłem słońca,
ten rychło doczekać mógł swego końca,
ponieważ istniał gadzi obrońca.

 

Przewrotnie “trusia” wołali na niego,
choć z królikami nic nie miał wspólnego
i strasznie drażniło to trusi ego,
bo wolał uchodzić za straszliwego:

 

wężowe cielsko wielkie jak góra,
pokryta łuskami wężowa skóra,
na pysku stale mina ponura…
Lepiej wystrzegać się tego jaszczura!

 

 

 

 

Potwór, przewrotnie nazywany przez Słowian z dorzecza Raby trusią, rzeczywiście z królikami miał tyle wspólnego, że siedział w swej jamie pod oborą równie cicho, co sympatyczne futrzaki w swoich klatkach. Był to olbrzymi wąż długości kilkunastu metrów, który wynurzał się ze swej kryjówki tylko wtedy, gdy jakiś nieostrożny gospodarz chciał zabić jaszczurkę, zaskrońca, czy napotkaną na swej drodze żmiję. Po cichu wtedy atakował, przez pechowca zauważony jedynie na krótką chwilę przed śmiercią.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Stukacz i Baj”

 

 

Close