“Rusałki” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Kiedy do nowiu bywało blisko
zawsze się działo dziwne zjawisko:
w leśnym jeziorku rusałki pływały,
pluskały, chlapały i głośno się śmiały.

 

Śliczne boginki zielonowłose
z liści spijały słodziutką rosę,
a potem chlebem się zajadały,
który od ludzi na świątki dostały.

 

Leśne panienki podglądać jest miło,
lecz nieraz dla śmiałków to źle się kończyło,
bo ich rusałki w taniec wciągały,
a potem z chichotem w nim łaskotały!

 

Niejeden w ten sposób był zamęczony,
inny przez panny bywał topiony.
I tak przepadali liczni śmiałkowie,
już żaden o tańcu rusałek nie powie.

 

Rusałka w zaroślach – rys. Anety Wiśniewskiej

 

Dla dociekliwych – rusałki w wierzeniach dawnych Słowian to bardzo popularne żeńskie demony. Mimo miłego dla oka wyglądu (smukłe ciało, duże czarne oczy, długie i bujne zielone włosy) były bardzo niebezpieczne i powszechnie się ich obawiano. Szczególnie młodzi chłopcy mieli się czego bać – w noc nowiu księżyca (wg innych źródeł podczas pełni) rusałki wabiły ich nad brzeg jeziora lub rzeki, gdzie na śmierć zatańcowywały nieszczęśników lub zabijały ich łaskotkami. Bardziej oporni na łaskotanie kawalerowie bywali topieni. Zielone Świątki były świętem obchodzonym właśnie ku czci rusałek – ludzie powstrzymywali się wtedy od pracy, by nie rozgniewać wodnych boginek, a w zamian za to bawili się, urządzali tańce i składali zielonowłosym pannom ofiary z chleba. W Zielone Świątki za wszelką cenę unikano wchodzenia do lasu, by nie dać się przypadkiem zwabić spragnionej zabawy rusałce. Mężczyźni bronili się przed rusałczym wpływem nosząc przy sobie liść piołunu.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Ćmok”

“Ćmuch” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Młody Józek przy sobocie
ani myśli o robocie.
Kiedy matka pierze, zmywa,
on nad stawem wypoczywa.
Nagle w wodzie blisko Józka
coś do wody głośno pluska.
Może żaba? Nie, krokodyl!
O, już łeb wystawia z wody.
Co za stwór, a fe! Szkarada!
Biada ci, Józeczku, biada!
Chłopak wdech głęboki bierze,
patrzy, myśli… “No, nie wierzę!
Mogłem się spodziewać ducha,
ale nigdy w życiu… ćmucha!”
Matka Józka od małego
straszy stworem na całego:
“Kto choć raz zobaczył ćmucha,
ten uchodzi za leniucha!”
Teraz, gdy go w wodzie widzi,
Józek się potwornie wstydzi.
Nie chcąc mówić nic nikomu,
chłopak wieje w mig do domu.

 

 

Ci, którzy na własne oczy nigdy nie widzieli ćmucha, powinni się cieszyć. Ten wodny demon pokazywał się tylko tym, których uznał za leni i obiboków. Ćmuch właściwie nie był groźny – nikomu nie robił krzywdy, lubił jedynie porządnie nastraszyć. Do dziś zachowało się mało opisów stwora (bo też mało kto przyznawał się do spotkania z nim), ale wiadomo, że przypominał kucającą ropuchę z małym, podkręconym ku górze ogonkiem. Słowianie prawdopodobnie  obecnością ćmucha tłumaczyli sobie wszelkie dziwne hałasy dobiegające z wody – pluski i chlupanie, a także nagłe zawirowania widoczne na powierzchni jeziora.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Julki”

 

Twoje dzieci lubią heleonkowe wierszyki? Koniecznie polub naszą stronę na facebook’u by być na bieżąco i nie przegapić żadnej nowości 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz posty o wierszykach znajomym 🙂

“Pan Żaba” – wiersz

Pan Żaba mieszkał nad Stawem Liliowym,
przy samym brzegu miał domek trzcinowy.
Codziennie rano tuż przed śniadaniem
Pan Żaba ostro trenował pływanie
(i wcale nie „żabką”, choć będziesz zdziwiony,
„motylek” to Żaby styl ulubiony).
Drzemał Pan Żaba około południa,
bo wtedy mu upał życie utrudniał,
a kiedy stawało się nieco chłodniej,
w mig wszystkie żaby robiły się głodne.
Ćwiczył Pan Żaba swe zwinne ruchy
skocznie polując na tłuste muchy,
a gdy już był syty, zawsze trzy muszki
dla ukochanej zanosił Ropuszki.
Lubił Pan Żaba swe życie nad stawem,
sam musisz przyznać, że było ciekawe.

 

 

 

Czy dzieciom spodobał się wiersz o żabie? Koniecznie daj mi znać! A jeśli lubicie rymowanki o zwierzętach, powinna się wam spodobać także historia Goryla Stanisława – o tutaj.

 

Close