“Isetki” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Mój brat Romek wierzy szczerze
(choć ja wcale w to nie wierzę!),
że by znaleźć miłość życia
trzeba w mig zaprzestać mycia…

 

Dramat! Mycia?! Wolne żarty!
Lecz ten głuptas jest uparty,
chce hodować pod pachami
stworki zwane isetkami!

 

Romek mówi, że “isetki
są magnesem na kobietki“,
więc aż magia nie zadziała,
on nie dotknie mydłem ciała.

 

Gdzieś usłyszał, że te mary
zamieszkują brudne szpary,
zakurzone zakamarki…
Aż na samą myśl mam ciarki!

 

Za Romeczka przykrą wonią
teraz tylko muchy gonią!
Nie chcę mieć brudnego brata…
Jak ratować mam wariata?

 

 

 

 

Isetki to miniaturowe demony wielkości główki od szpilki, przypominające odrobinę mrówki lub pchły. Były to nieszkodliwe stworki, zamieszkujące brudne zakamarki domostw: szpary za meblami, otwory w ścianach, różne skrytki. W dawnych czasach, gdy sporo ludzi było z higieną na bakier, często łapano pasażerów na gapę – łatwo można było nabawić się pcheł lub wszawicy. Pasożyty odkryte pod pachami niezbyt czystego gospodarza bywały mylone właśnie z isetkami, które – podobno – upodobały sobie właśnie tę część ciała człowieka jako tymczasowe lokum. Co ciekawe – isetek nie można było spod pach przeganiać, ponieważ miały przynosić swojemu gospodarzowi szczęście w miłości i powodzenie w interesach.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Jaroszek”

 

Chcesz poznać więcej słowiańskich stworów? Koniecznie polub HeLeonki na Facebook’u, by być na bieżąco ze wszystkimi nowościami!

“Jaroszek” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

“Dobrze widzę? Proszę, proszę!
To naprawdę jest jaroszek?!”
Gość rozpływa się w zachwycie,
bo z jaroszkiem – to jest życie!

 

Choć jest mały jak wiewiórka,
obcych goni precz z podwórka,
a gdy tylko szmer usłyszy,
skrzętnie łowi wszystkie myszy.

 

Dzieci wprost go uwielbiają,
a co ważne, on tą zgrają
opiekuje się jak niania,
od poranka, aż do spania.

 

Stwór, gdy tylko dość ma mleka,
nigdy z domu nie ucieka,
ale zdobyć go – to wyczyn!
Ciężko upiąć go do smyczy!

 

Jaroszek - ilustracja Anety Wiśniewskiej
Jaroszek opiekujący się dziewczynką – rys. Anety Wiśniewskiej

 

Dla ciekawskich – jaroszek to słowiański demon polny wyglądający jak zając, który w “naturalnych warunkach” hasał sobie wśród traw, kwiatów czy zbóż. Napotkany w takich okolicznościach bywał groźny – wędrowców wabił za sobą w kierunku mokradeł, np. udając rannego zwierzaka. Nie muszę chyba dodawać, że większość nieszczęśników z owych mokradeł nie wracało. Ale jeśli już komuś udało się dogonić i złapać jaroszka, w magiczny sposób zmieniał się nie do poznania – zamieszkiwał wtedy w domostwie śmiałka i stawał się jego duszkiem opiekuńczym – chronił przed intruzami, wyłapywał szkodniki, opiekował się dziećmi. Można się domyślać, że dzieciaki go uwielbiały – w końcu kto nie chciałby mieć niani pod postacią uroczego puchatego zajączka?

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Licho”

“Ubożęta” – wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie”

Dziś już mało kto pamięta,
co to znaczy – ubożęta.
Wielka szkoda, bo czasami
warto dobrze żyć z duszkami.
Mama sprząta i gotuje,
bywa, że jej rąk brakuje
i czasem woła: “kto mi pomoże?”,
a chętnie pomogłoby mamie uboże.
Jak niania dzieci by pilnowało,
czasem w sekrecie coś posprzątało,
a na dodatek w nocy do uszka
rady szeptało, jak dobra wróżka.
Cena za pomoc tego stworzenia
to jedna malutka porcja jedzenia,
wygodne miejsce w kąciku do spania
i odrobina poszanowania.
Koszty niewielkie, lecz trzeba zaznaczyć,
że w tym układzie jest tyci haczyk:
psotliwe z nudów bożątko bywa,
a wtedy różne przedmioty ukrywa.
Kiedy się w domu zdarzają kłótnie,
domowy duszek się wścieka okrutnie
i wtedy również psocić zaczyna,
aż nie przekupi go jakoś rodzina:
ugłaskać go mogą prędko słodkości,
lecz lepiej po prostu bożątka nie złościć.

 

 

Bożątko podkradające okulary – rys. autorstwa Anety Wiśniewskiej
Ubożęta, inaczej zwane bożątkami, to dobre duszki opiekuńcze powstające najprawdopodobniej z dusz przedwcześnie zmarłych dzieci lub przodków rodziny. Dawniej wierzono, że niemal każde domostwo zamieszkują ubożęta, chroniąc je przed złymi duchami w zamian za miseczkę resztek jedzenia lub spodeczek mleka. Uważano, że te niewidzialne stworzenia pomagają czasem dobrej gospodyni w porządkach, a nawet dbają o to, by bawiące się dzieci nie zrobiły sobie krzywdy. Część opowieści o bożątkach przedstawia je jako łagodne i nieszkodliwe, natomiast w innych można znaleźć informacje o ich kapryśnej naturze – nie lubiły kłótni, pijaństwa i … zwyczajnej nudy. Zdarzało się wtedy, że płatały domownikom różne figle, takie jak chowanie drobnych przedmiotów czy rozrzucanie ubrań. Można było je obłaskawić słodyczami, lub… nastraszyć, stawiając w kącie kukłę srogiej baby wymachującej groźnie ścierką.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Ćmuch”

 

Twoje dzieci lubią heleonkowe wierszyki? Koniecznie polub naszą stronę na facebook’u by być na bieżąco i nie przegapić żadnej nowości 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz posty o wierszykach znajomym 🙂

 

“Ćmuch” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Młody Józek przy sobocie
ani myśli o robocie.
Kiedy matka pierze, zmywa,
on nad stawem wypoczywa.
Nagle w wodzie blisko Józka
coś do wody głośno pluska.
Może żaba? Nie, krokodyl!
O, już łeb wystawia z wody.
Co za stwór, a fe! Szkarada!
Biada ci, Józeczku, biada!
Chłopak wdech głęboki bierze,
patrzy, myśli… “No, nie wierzę!
Mogłem się spodziewać ducha,
ale nigdy w życiu… ćmucha!”
Matka Józka od małego
straszy stworem na całego:
“Kto choć raz zobaczył ćmucha,
ten uchodzi za leniucha!”
Teraz, gdy go w wodzie widzi,
Józek się potwornie wstydzi.
Nie chcąc mówić nic nikomu,
chłopak wieje w mig do domu.

 

 

Ci, którzy na własne oczy nigdy nie widzieli ćmucha, powinni się cieszyć. Ten wodny demon pokazywał się tylko tym, których uznał za leni i obiboków. Ćmuch właściwie nie był groźny – nikomu nie robił krzywdy, lubił jedynie porządnie nastraszyć. Do dziś zachowało się mało opisów stwora (bo też mało kto przyznawał się do spotkania z nim), ale wiadomo, że przypominał kucającą ropuchę z małym, podkręconym ku górze ogonkiem. Słowianie prawdopodobnie  obecnością ćmucha tłumaczyli sobie wszelkie dziwne hałasy dobiegające z wody – pluski i chlupanie, a także nagłe zawirowania widoczne na powierzchni jeziora.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Julki”

 

Twoje dzieci lubią heleonkowe wierszyki? Koniecznie polub naszą stronę na facebook’u by być na bieżąco i nie przegapić żadnej nowości 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz posty o wierszykach znajomym 🙂

“Julki” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

We wzgórzu za laskiem mieszkają julki,
śmieszne, okrągłe jak śnieżne kulki.
Maleńkie karzełki, co spokój kochają,
a gdy nikt nie patrzy – wciąż się wygłupiają,
wesoło bawią się całe godziny,
skaczą i stroją komiczne miny.
Lecz gdy ktoś julki podglądać próbuje,
prędziutko srogo się rozczaruje,
bo gdy intruza spostrzegą pod wzgórzem,
szybko chowają się w ziemnej dziurze.
Pełne przysmaków są jamy julkowe,
gromadzą zapasy na czasy zimowe,
stworki te bowiem jeść uwielbiają,
wszystkiego po troszkę w spiżarni mają.
Czasem, gdy siądę sobie w ogrodzie
i nagle przypomnę sobie o głodzie
w zamian za spokój przyjazny karzełek
przynosi mi garstkę jagód perełek.

 

 

W czasach Słowian wierzono, że julki to przyjazne karzełki, które zamieszkiwały jamy wydrążone w pagórkach lub kurhanach. Te istotki nie lubiły się pokazywać, ani wchodzić w kontakt z ludźmi, dlatego mieszkańcy okolicznych wsi zostawiali je w spokoju. W zamian za omijanie zamieszkanych pagórków ludzie mogli liczyć na pomoc julków w czasach głodu – stworki zawsze miały w swych jamach ogromne zapasy jedzenia, którymi chętnie się dzieliły.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Bzionek”

 

Twoje dzieci lubią heleonkowe wierszyki? Koniecznie polub naszą stronę na facebook’u by być na bieżąco i nie przegapić żadnej nowości 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz posty o wierszykach znajomym 🙂

Close