“Wielka Księga Robali” Yuval Zommer

 

Wielka Księga Robali” to dla mnie lektura wielka nie tylko z nazwy. Pomijając fakt, że jest na prawdę konkretnych gabarytów, to na swoje miano zasługuje z zupełnie innego powodu. To właśnie dzięki tej książce mój trzęsący się na widok maleńkiego komara Leoś w końcu przestał bać się owadów! Ba, on nawet zapałał do nich miłością! Jest jeszcze inny powód, dla którego przypominam o robalach właśnie teraz, w środku zimy – już niedługo (bo w marcu) ma się ukazać ich młodsza siostra – “Wielka Księga Ssaków”. Wspólnie z Leosiem już zacieramy ręce i z niecierpliwością przebieramy nogami.

 

Yuval Zommer popełnił kawał na prawdę dobrej roboty. Jego “Wielka Księga Robali” dosłownie wciąga czytelnika w świat maleńkich stworzeń, które, jak się okazuje, żyją wszędzie wokół nas, nawet jeśli na co dzień ich nie zauważamy. Książkę rozpoczyna garść ciekawych faktów o “robalach” i kilka podpowiedzi odnośnie obserwowania ich, oraz piękne rodowe drzewo, dzielące te tycie zwierzątka na kilka podstawowych “gałęzi”. Do śledzenia losów owadów czy ślimaków dodatkowo zachęcają specjalne zadania, takie jak poszukiwanie na ilustracjach zakamuflowanych robali, liczenie much i wiele innych.

 

 

“Wielka Księga Robali” została podzielona na części, w których dziecko poznaje ciekawostki na temat biedronek, pszczół, ślimaków, chrząszczy, motyli, pająków i wielu, wielu innych stworzeń. Wszystkie rozdziały są przepełnione cudnymi ilustracjami, od których nie idzie oderwać oczu. Nawet ktoś taki jak ja, kto trzęsie portkami na widok zwykłego pasikonika z fascynacją będzie przeglądał kolejne strony. Dodatkowego smaku dodaje książce humor autora, który doprawił treść wieloma zabawnymi komentarzami i śmiesznymi obrazkami.

 

 

 

Daję słowo honoru, że “Wielka Księga Robali” przetrwa nawet wielokrotne przeglądanie umazianymi od piachu łapkami na łonie samej matki natury. Zabranie jej na wiosenną przechadzkę może być znakomitym pomysłem – można jednocześnie wynajdywać w trawie coraz to nowsze paskudy i od razu szukać o nich informacji w atlasie. Jestem przekonana, że każdy kilkulatek będzie zachwycony taką formą spędzania wolnego czasu, a dodatkowym bonusem będzie zdobyta w ten sposób wiedza.

 

 

Powiedzmy sobie szczerze, że nie każda matka musi pałać ogromem miłości do robaków. Jeśli nie znosisz ich tak bardzo, że za żadne skarby świata nie zdobędziesz się na wspólne wygrzebywanie ich z dzieckiem, to na spacer z “Wielką Księgą Robali” zawsze możesz posłać tatusia. Zakup książki będzie więc podwójną inwestycją – w wiedzę pociechy i… w twój dodatkowy czas tylko dla siebie! Chyba nie muszę cię dłużej przekonywać?

 

Znalezione obrazy dla zapytania wielka księga robali c
“Wielka Księga Robali”
Autor: Yuval Zommer
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda
ISBN: 9788328043664

 

Macie “Wielką Księgę Robali” w swojej biblioteczce? W komentarzu koniecznie dajcie znać, co o niej myślicie!

Fisher Price Edukacyjna Stacja Szczeniaczka Pierwsze Słówka

 

Edukacyjna Stacja Szczeniaczka firmy Fisher Price była prezentem gwiazdkowym dla naszej Helenki. I jak się okazało – wyjątkowo udanym prezentem!

 

Od świąt upłynął już ponad miesiąc, podczas którego Helusia intensywnie testowała swój nowy nabytek. Poznawanie zabawki rozpoczęła od brutalnego tarmoszenia pluszowych uszu Szczeniaczka i duszenia jego świecącego noska, za co była nagradzana wesołymi okrzykami i krótkimi piosenkami. Edukacyjna Stacja to zabawka posiadająca charakterystyczne dla firmy Fisher Price 3 tryby zabawy, przez co rośnie wraz z dzieckiem. Dzięki temu, że z czasem zmieniają się powiedzonka i piosenki Szczeniaczka, a także poziom ich zaawansowania dostosowany do wieku dziecka, nie ma szans, że stacyjka szybko się znudzi.

 

Centralne miejsce Stacji zajmuje oczywiście sympatyczny Szczeniaczek Uczniaczek – postać niezwykle lubiana przez wszystkie dzieciaki, które miały okazję go poznać. Tuż pod nim znajduje się pomarańczowy, okrągły czytnik. Do zestawu dołączonych jest 8 klocków, które po przyłożeniu do czytnika uruchamiają (w zależności od ustawionego trybu zabawy) krótkie powiedzonko lub piosenkę. Umieszczone wokół czytnika przyciski mają nauczyć dziecko rozpoznawania kolorów, kształtów i cyferek.

 

 

Helenka jest na razie na pierwszym etapie zabawy ze Szczeniaczkiem, który służy do odkrywania. Po przyłożeniu klocka do czytnika piesek wyraźnie wypowiada nazwę przedmiotu lub zwierzaka i krótko go opisuje, dzięki czemu dziecko uczy się pierwszych słówek. “Konik! Konik mówi: i-ha-ha!“. Hela lubi najbardziej właśnie te klocki, na których umieszczono zwierzątka, chętnie próbuje naśladować wydawane przez nie dźwięki. Po naduszeniu któregoś z kolorowych guzików Szczeniaczek wypowiada nazwę koloru lub kształtu.

 

Etap drugi to zachęcanie. Piesek wesoło namawia dziecko do odnajdywania na przyciskach kształtów, kolorów i liczb. Każda udana próba zostaje oczywiście nagrodzona entuzjastycznym okrzykiem.

 

Trzeci poziom to naśladowanie – zabawka zachęca dziecko do powtarzania poznanych słówek, wspólnego śpiewania krótkich piosenek, czy naśladowania poznanych zwierzaków. Ten poziom spodoba się raczej starszym dzieciom, na co dowodem jest nasz Leoś. Kilka razy przyłapałam go, gdy cichaczem podkradał się do stacyjki podczas drzemki swojej siostrzyczki. Chłopak ma już niemal 4 lata, a bawił się ze Szczeniaczkiem w najlepsze i nawet pod nosem podśpiewywał jego piosenki!

 

 

Moim maminym okiem na szczególne wyróżnienie zasługują same klocki. Poza kolorowymi obrazkami i nazwami przedmiotów na ich ściankach umieszczono również różnorodne faktury. Helcia uwielbia je “obmacywać” paluszkami, co doskonale pobudza jej zmysł dotyku. Dziecko może się nimi bawić niezależnie od zestawu, na przykład budując wieżę, którą potem z wielką przyjemnością zburzy. W samej Stacji jest specjalne miejsce, w którym maluszek może ustawić kostki jedna na drugiej, a po naciśnięciu dźwigni obserwować, jak wszystkie z trzaskiem zjeżdżają w dół. To znakomity pomysł na zapoznanie dziecka z ciągiem przyczynowo-skutkowym.

 

Do Edukacyjnej Stacji Szczeniaczka można dokupywać dodatkowe zestawy klocków z obrazkami – obecnie dostępne to jedzenie (4 szt.), kształty (4 szt.), liczby (10 szt.), oraz zwierzęta (10 szt.). Te ostatnie posiadamy i są znakomitym uzupełnieniem Stacji dla naszej młodej miłośniczki wszelkich futrzaków. Dzięki dodatkowym klockom można mieć pewność, że zabawa prędko się dziecku nie znudzi.

 

Podsumowując – jeśli szukasz wszechstronnej zabawki, która nie tylko zapewni dziecku rozrywkę, ale też zachęci je do odkrywania świata, to na pewno nie rozczarujesz się Edukacyjną Stacją Szczeniaczka. Cała heleonkowa ekipa z całego serducha ją gorąco poleca!

 

A może twoja pociecha ma już swoją szczeniaczkową stację? Jeśli tak, koniecznie podziel się swoimi wrażeniami w komentarzu.

“Elmer. Kolorowe Przygody” David McKee

Recenzja książki Elmer Kolorowe Przygody David McKee

 

Tak się składa, że ulubiony bohater książkowy Leosia to pewien sympatyczny słoń o imieniu Elmer. I nie jest to słoń zwyczajny – jego skóra zamiast koloru słoniowego, cała pokryta jest kolorową kratką. Nie mogę więc zacząć swojej przygody z recenzowaniem od żadnej innej książki, niż od zbioru opowiadań Davida McKee “Elmer. Kolorowe Przygody”. Jest to książka przepełniona humorem i optymizmem, w której każda historia kończy się nienachalnym morałem.

 

Elmer recenzja książki

 

W tej niezwykle kolorowej lekturze znajdują się aż cztery pełne optymizmu opowiadania. Pierwsze z nich to “Elmer i Super El”, w którym Elmer chce pomóc słoniowemu superbohaterowi, mającemu problemy z… kostiumem. Musi się przy tym nieźle nagimnastykować, by odwrócić uwagę reszty mieszkańców dżungli.

 

“Elmer i Wielki Ptak” to historia, w której słoń w kratkę udowadnia, że nawet najtrudniejsze sytuacje są do rozwiązania dzięki odrobinie współpracy.  Małe ptaszki są sparaliżowane strachem – przez wielkiego ptaka muszą kryć się w jaskini. Jednak Elmer wpada na pomysł, jak pozbyć się prześladowcy.

 

W opowiadaniu “Elmer i Słonięty Mikołaj” słoń w kratkę wciela się w mikołajowego pomocnika i udowadnia młodym słonikom, że Słonięty Mikołaj na prawdę istnieje i że czasami warto mu trochę pomóc.

 

“Elmer i Melodia” to opowieść o pewnej melodii, która utknęła w głowach wielu mieszkańców dżungli. Zmęczone muzyką zwierzęta proszą o pomoc Elmera, który jak zwykle znajduje doskonałe rozwiązanie problemu.

 

Elmer recenzja książki

 

Czteroletni Leonek najbardziej docenia w Elmerze ilustracje  – wielkoformatowe, pełne kolorów i szczegółowe, wprowadzające w bajkowy nastrój. Już samo śledzenie losów zwierząt na obrazkach jest dla niego doskonałą zabawą, która potrafi zająć go na długie minuty (a nie jest wcale łatwym zadaniem utrzymanie go dłużej w miejscu).

 

Moim zdaniem kolorowe przygody Elmera są świetną propozycją już nawet dla najmłodszych przedszkolaków. Historie o pomysłowym słoniu są krótkie i napisane nieskomplikowanym językiem, który jest zrozumiały dla kilkulatków. Wspólne czytanie “Kolorowych Przygód” z nieco starszą pociechą może stać się pretekstem do wielu pouczających rozmów na temat współpracy, pomagania innym, czy przyjaźni.

 

Jeśli szukasz wartościowej i jednocześnie wesołej książki, która dostarczy wiele przyjemnych chwil twojej rodzinie, to “Elmer. Kolorowe Przygody” będą strzałem w dziesiątkę. Jestem pewna, że tak jak ja zachwycisz się Elmerem, a twoje dzieci pokochają go równie mocno, jak kocha mój Leonek.

 

 

 

“Elmer. Kolorowe Przygody” 

Autor: David McKee

Wydawnictwo: Papilon

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 128

Oprawa: twarda

ISBN: 9788327102898

 

A może twoje dzieci już znają Elmera? Zapraszam do dzielenia się swoimi opiniami na temat książki w komentarzach!