“Była sobie dziewczynka” – Łukasz Majewski, Piotr Dobry

 

Uwielbiam książki dedykowane dziewczynkom. Są nieocenioną pomocą w procesie wychowywania córki na mądrą, świadomą swojej wewnętrznej siły i zwyczajnie szczęśliwą kobietę. To nic, że Hela ma dopiero półtora roku – ja zbieram literaturę już teraz i sama skrupulatnie zaznajamiam się z nią, by być jak najlepiej przygotowaną mamą młodej kobietki. Gdy tylko zobaczyłam książkę “Była sobie dziewczynka” od razu wiedziałam, że to pozycja, którą absolutnie MUSZĘ mieć. A raczej Helka musi… I szczęśliwie udało mi się ją wygrać w pewnym konkursie.

 

Była sobie dziewczynka…

 

Dawno, dawno temu były sobie dziewczynki… Mieszkały w jaskiniach, lepiankach, drewnianych chatkach, domkach z kamienia. Ich niezbyt beztroskie, wypełnione ciężką pracą dzieciństwo trwało krótko, najczęściej brutalnie zakańczane wydaniem za mąż i prędkim rodzeniem dzieci. I choć od urodzenia dziewczynki miewały “pod górkę” i rzadko mogły decydować o swoim życiu, to tak jak współczesne dzieci uwielbiały się bawić i miały marzenia.

 

 

Autorzy książki “Była sobie dziewczynka” – duet Łukasz Majewski i Piotr Dobry – zabierają czytelnika w niezwykłą podróż – od epoki jaskiniowej, poprzez Mezopotamię, starożytny Egipt, Grecję, Chiny, epokę Wikingów, czy średniowieczną Europę, aż do czasów współczesnych. Po drodze poznajemy historie zwyczajnych dziewczynek, które żyły w przeszłości w różnych miejscach świata. Nie są to jednak historie z happy endem, nie ma tutaj bajkowych zakończeń. Historie są dokładnie takie, jakie bywało życie dziewczynek – bez owijania w bawełnę. Dawniej los nie oszczędzał dziewcząt, które od dzieciństwa musiały ciężko pracować, poddawać się surowym nakazom rodziców, być skromne i potulne.

 

 

Lektura pełna emocji

 

Co czuje czytelnik podczas lektury? Przede wszystkim współczucie do dziewczynek, które zostały tak niesprawiedliwie potraktowane przez los. Dziś dzieci otaczane są ochronną bańką przez rodziców, dzieciństwo jest długie i najczęściej beztroskie, co stanowi ogromny kontrast do historii zawartych w książce – u młodego czytelnika zaskoczenie może mieszać się z wdzięcznością. Zestaw 26 opowieści wręcz krzyczy: “Dziewczynko, masz wybór, masz możliwości! Miej więc odwagę i nie zmarnuj ich!”. Jednak mimo tego poważnego przekazu lektura jest zadziwiająco lekka – czyta się ją szybko i przyjemnie. W tekście zawarto wiele ciekawostek – charakterystyczne dla danego regionu imiona, zabawy, zwyczaje, przesądy.

 

 

Na uwagę zasługują również specyficzne ilustracje Łukasza Majewskiego – mocno geometryczne i pełne abstrakcji, dające się interpretować na wiele sposobów. Zdecydowanie nadają charakter całej książce. Kolory są stonowane i raczej ciemne – pasują do realistycznej i poważnej treści. Nie ma mowy o przypadkach – zarówno tekst jak i obrazki idealnie współgrają.

 

Podsumowując – “Była sobie dziewczynka” to lektura z olbrzymim potencjałem, z którą powinny zapoznać się wszystkie dzieci – samodzielnie w wieku wczesnoszkolnym, lub nawet wcześniej, z pomocą rodziców. Także dla chłopca ta książka może okazać się niesamowicie ciekawa i bardzo wartościowa. Poznając losy dziewczynek dzieciom łatwiej przyjdzie docenienie tego, w jakich czasach i miejscu przyszło im się urodzić i ile miały przy tym szczęścia.

 

 

“Była sobie dziewczynka”
Autor: Piotr Dobry, Łukasz Majewski
Wydawnictwo: Tadam
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 56
Oprawa: twarda
ISBN: 9788394989019

 

 

Inna książka idealna dla dziewczynek – “Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”

 

 

 

“Dzidziuś w brzuszku, czyli skąd się biorą dzieci?” Anna Zawiślak

 

Zawsze, kiedy w rozmowie pojawia się temat krępujących pytań zadawanych przez dzieci, przypomina mi się pewna sytuacja z mojego dzieciństwa:

 

Mama, a co to znaczy SEKS? – na cały głos zawołała moja 5-letnia wówczas siostra, ledwie weszła do mieszkania.  Musiała usłyszeć owe słowo-klucz gdzieś w przedszkolu. Mama, choć lekko przerażona, starała się jednocześnie nie roześmiać.
Córciu, chyba chciałaś powiedzieć SIX. Six, to znaczy po angielsku po prostu sześć… – Na to tłumaczenie miałam ochotę popukać się w głowę, bo jako 10-latka już co nieco rozumiałam. Powstrzymałam się jednak, widząc jak bardzo mama stara się wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji.
Nie mama, SEKS! – Młoda nie dawała łatwo się zbyć, jednak mamie ostatecznie udało się jakoś odwrócić jej uwagę…

 

Ostatnio zastanawiałam się, co ja odpowiedziałabym na miejscu mamy. Myślę, że starałabym się wymyślić maksymalnie prostą i jasną odpowiedź, ale bez wdawania się w nadmiar szczegółów. Podejrzewam, że siostra zadowoliłaby się wtedy krótkim zdaniem typu “seks to zbliżenie ciał dwojga dorosłych ludzi, którzy się kochają”. A ty pamiętasz jeszcze, co odpowiadali ci rodzice, gdy po raz pierwszy zadawałeś im TE krępujące pytania? Chociażby “skąd się biorą dzieci?”. Przynosi je bocian, czy raczej znajduje się je w kapuście? Jakich jeszcze mitów na ten temat musiały dawniej wysłuchiwać dzieci?

 

Dzidziuś w brzuszku, czyli skąd się biorą dzieci?

Osobiście jestem zwolenniczką tego, by dzieci już od najmłodszych lat miały dostęp do edukacji seksualnej. I to takiej z prawdziwego zdarzenia, rzetelnej i mądrej, dopasowanej do wieku młodego odbiorcy. Niestety w przedszkolach i szkołach edukacja seksualna obecnie leży znokautowana i nie zanosi się na to, by miała się podnieść. Dlatego jako rodzic dwójki dzieci mocno poczuwam się do tego, by samodzielnie przekazywać im tę ważną wiedzę. Na początku grunt to taki dobór informacji, by zwyczajnie nie przerosły one kilkulatka, dlatego, jasna sprawa, nie opowiadam 4-letniemu Leosiowi o seksie i antykoncepcji. Jednak gdy synek zapytał mnie, skąd się biorą dzieci, odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą, że biorą się z brzuszka mamy. Takie wyjaśnienie w stu procentach mu wystarczyło. Na kilka dni… I gdy wkrótce wrócił do tematu, z pomocą przyszła mi urocza książeczka Anny Zawiślak: “Dzidziuś w brzuszku, czyli skąd się biorą dzieci?” 

 

Rzetelna wiedza dla przedszkolaka

Pani psycholog Anna Zawiślak stworzyła i wydała książeczkę “Dzidziuś w brzuszku (…)” z myślą o wszystkich żądnych wiedzy przedszkolakach. Jest to krótka historyjka o rodzinie spacerującej w parku. W pewnym momencie mała dziewczynka zauważa nieopodal panią z podejrzanie dużym brzuchem i zaczyna zadawać rodzicom pytania. Na wszystkie uzyskuje od nich prawdziwe, konkretne i proste odpowiedzi, które zaspokajają jej ciekawość. Dziewczynka dowiaduje się między innymi co to znaczy ciąża, skąd wzięło się w brzuchu dziecko i jak wydostanie się ono na zewnątrz. Całość opowiedziana jest w niesamowicie ciepły i sympatyczny sposób, tak, by dziecko nie mogło się niczym zbyt mocno przejąć czy wystraszyć, a kolorowe ilustracje wprowadzają poczucie bezpieczeństwa.

 

 

Osobiście podoba mi się jeszcze jeden przekaz zawarty w książeczce – dziecko to owoc miłości dwojga ludzi, którzy od samego początku je również darzą ogromnym uczuciem. Rodzice mówią córeczce, że przez cały czas bardzo cieszyli się z jej obecności w brzuszku mamy i nie mogli doczekać się jej narodzin. Ta treść sprawia, że również młody odbiorca książeczki łatwo i naturalnie powiąże fakt poczęcia i posiadania dziecka z miłością, co z dużym prawdopodobieństwem zaowocuje w przyszłości.

 

 

Książeczkę “Dzidziuś w brzuszku, czyli skąd się biorą dzieci?” można zakupić  TUTAJ. W sklepie dostępne są również edukacyjne dzidziusiowe puzzle, które mogą być znakomitym uzupełnieniem lektury, my jednak znakomicie radzimy sobie bez nich. Leonek uwielbia powracać do “Dzidziusia (…)” przynajmniej raz na dwa tygodnie, dlatego odrobinę żałuję, że dostępna jest jedynie wersja książeczki w oprawie broszurowej – nasz egzemplarz szybko staje się nieco sfatygowany 😉 Jeśli kiedyś ukaże się wersja z twardą okładką, z pewnością od razu ją zakupimy, by wkrótce posłużyła również Helence.

 

 

 

Jeśli spodobał ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polubisz HeLeonki na facebook’u i udostępnisz najnowszy post – dzięki temu możemy dotrzeć do większej liczby osób 🙂

 

Warto przeczytać również : Najlepsze książki o samochodach dla młodych fanów motoryzacji 

 

“Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” Elena Favilli, Francesca Cavallo

 

“Kobieto, Hela ma dopiero rok, po co jej kolejna książka, którą przeczyta za ładnych kilka lat?”. Mniej więcej tak za każdym razem mój mąż stara się mnie odwieść od zakupu kolejnej typowo “dziewczyńskiej” lektury. Bezskutecznie. Jestem zbyt uparta. I za bardzo kocham książki. Jak oprzeć się kolejnej perełce, skoro rynek wydawniczy co chwilę kusi nowymi cudeńkami? Teraz to ja nacieszę się kupionymi książkami, przeczytam je od deski do deski i doskonale się z nimi zapoznam, a wkrótce skorzysta z nich Helenka. I tym sposobem “dziewczyńska” półeczka w dziecięcej biblioteczce zaczęła rozrastać się do niebotycznych rozmiarów… Dziś chcę wam pokazać pewien egzemplarz, który szczególnie przypadł mi do serducha.

 

“Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”

 

“Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” stworzone przez Elenę Favilli i Franceskę Cavallo to według mnie obowiązkowa pozycja na półce każdej dorastającej dziewczynki. Jest to zbiór 100 historii kobiet z całego świata (w tym kilku Polek!), które mimo wielu przeciwności losu, takich jak nierówne traktowanie kobiet, sytuacja polityczna, lub choćby bieda stały się wielkie. Wielkie, bo dzięki sile swych charakterów stały się rozpoznawalne i podziwiane. Wielkie, bo dokonały fantastycznych czynów i wielkich odkryć. Wielkie, bo zdobyły szczyt swych marzeń. Uważam, że nic tak nie zainspiruje młodej kobietki do podążania za swoimi pragnieniami jak dobry przykład, że się da. A raczej okrągła setka przykładów uzupełniona okrągłą setką pięknych, kolorowych portretów i cytatów.

 

 

Kobiety z krwi i kości

 

100 opisanych w książce postaci to mieszanina najróżniejszych kobiet z całego świata. Znajdują się tutaj władczynie (tak różne, jak Elżbieta I i Nanny z ludu Maronów), piosenkarki i instrumentalistki (Joan Jett, Miriam Makeba, Nina Simone), pisarki (siostry Bronte, Jane Austen), lekarki (Matilde Montoya, Maria Montessori), malarki (Frida Kahlo), tancerki, sportsmenki, agentki, a także wiele uczonych i wynalazczyń. Opisane w książce Polki to Irena Sendlerowa, Maria Skłodowska-Curie i Tamara Łempicka, co podczas lektury okazało się bardzo miłym akcentem. Także wśród 60 ilustratorek tworzących portrety do “Opowieści…” znalazła się Polka – Zosia Dzierżawska, która pięknie namalowała Irenę Sendlerową i astronomkę Jill Tarter.

 

 

 

Doskonały prezent dla każdej dziewczynki

 

Wspominałam już, że według mnie KAŻDA dziewczynka powinna mieć “Opowieści na dobranoc…” w swojej biblioteczce. Teraz dodam, że ta lektura idealnie nadaje się na prezent: na urodziny, imieniny, święta, nieważne. Nasza Helenka dostała ją na roczek (choć mąż pukał się w czoło). Na początku książki znajduje się specjalne miejsce na imię właścicielki, a także być może króciutką dedykację od obdarowującego. Na samym końcu czeka niespodzianka – pozostawiona jest tam specjalna przestrzeń na historię numer 101. “Napisz swoją historię”. “Narysuj swój portret”. Która panna nie marzy, by zostać bohaterką książki, hm? No, która? Wystarczy dokończyć zdanie: “Pewnego razu … “

 

 

Opowieści na dobranoc… dla BUNTOWNIKÓW ?

 

Do tej pory podczas pisania recenzji cały czas wspominałam dziewczynki. A co z chłopakami? Czy dla nich ta lektura to jakiś owoc zakazany? Wręcz przeciwnie! To doskonały materiał do walki ze stereotypami. Wspólne czytanie z synem “Opowieści na dobranoc…” może stać się zalążkiem wielu wartościowych dyskusji o prawach kobiet i szacunku do nich. Prawdę mówiąc jednym z argumentów, które przedstawiałam mężowi tłumacząc potrzebę kupienia tej książki była chęć czytania jej Leosiowi. Bo przecież jego również mogą zainspirować te wspaniałe kobiety.

 

 

 

 

A wy macie swoje ulubione “dziewczyńskie” lektury? Już wkrótce podzielę się z wami kolejnymi wspaniałymi lekturami, które mnie zachwyciły, a tymczasem chętnie poznam wasze typy 🙂 

 

 

“Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”
Autor:  Elena Favilli, Francesca Cavallo
Wydawnictwo: Debit
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 232
Oprawa: twarda
ISBN: 9788380572010

 

“Wszystkie Przygody Żabka i Ropucha” Arnold Lobel

 

Leoś to dziecko z gatunku tych, które potrafią usiedzieć na pupie maksymalnie kilka minut. Dla mnie jako matki wielbiącej książki był to fakt o tyle dramatyczny, że przez swoją nadruchliwość ten mały żbik kompletnie nie lubił czytania mu na głos! Jednak kiedy we wrześniu Leo przekroczył próg przedszkola, nastąpił przełom – z dnia na dzień mój syn zaczął głośno domagać się swojego codziennego “bajkowego przydziału” ! Rozpoczęłam więc poszukiwania takich lektur, w których opowiadania będą krótkie i jednocześnie ciekawe, tak by Leoś był w stanie na siedząco i bez gmerania się wysłuchać całej opowieści.

I tak natknęłam się na “Wszystkie Przygody Żabka i Ropucha” autorstwa Arnolda Lobela.

 

 

 

 

Opowieści o Żabku i Ropuchu są znane dzieciom z całego świata już od wielu lat, jednak tym razem Wydawnictwo Literackie postawiło na opublikowanie ich wszystkich razem, w pięknym kolekcjonerskim wydaniu. W książce znajdziemy więc aż 20 niezbyt długich opowiadań o sympatycznych płazach, które okraszone są delikatnymi ilustracjami autora. Tekst w przekładzie Wojciecha Manna został napisany dużymi literami, co sprawia, że książka może być czytana zarówno na głos przez rodzica, jak i świetnie posłużyć jako jedna z pierwszych lektur samodzielnie czytanych przez dziecko.

 

 

 

 

Gdybym miała opisać przygody Żabka i Ropucha jednym słowem, byłoby to słowo “przyjaźń”. Dzieci uczą się od tych małych zwierzątek, że nawet przyjaźń między dwiema istotami o skrajnie różnych charakterach jest możliwa, jeżeli tylko odpowiednio się o nią dba. Żabek jest wesołym optymistą, który celebruje wszystkie chwile swojego życia i cieszy się każdą drobnostką. Ropuch to raczej ponurak, który nie zawsze w siebie wierzy, bywa skryty i wszystkim się zamartwia. Jednak dziwnym trafem te dwie osobowości świetnie się uzupełniają. Kiedy zachodzi taka potrzeba Ropuch sprowadza na ziemię bujającego w obłokach Żabka. Żabek natomiast odwdzięcza mu się poprawiając mu humor i udowadniając, że świat jest piękny.

 

Leoś pokochał Żabka za jego poczucie humoru, a z postawa poważnego Ropucha niesamowicie go bawi. Moje matczyne serducho raduje się jak szalone, gdy po przeczytanym opowiadaniu leonkowe ślepia wpatrują się we mnie prosząc o przeczytanie jeszcze jednego, a potem kolejnego… Nawet Helenka ma ubaw, gdy czytając “Wszystkie Przygody Żabka i Ropucha” tak się wczuwam, że zaczynam kumkać i skrzekotać. I przecież o to chyba właśnie chodzi we wspólnym czytaniu z dziećmi, by wszyscy miło spędzali przy tym czas. Podstawa to dobra zabawa.

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania żabek i ropuch wszystkie

“Wszystkie Przygody Żabka i Ropucha”
Autor: Arnold Lobel
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 260
Oprawa: twarda
ISBN: 9788308064511

 

“Znajdź nas. Woda, łąka i las” Kasia Jacobson, Robert Dzwonkowski

No i stało się – właśnie rozpoczęły się pierwsze prawdziwe ferie zimowe w życiu Leosia. Ledwie łobuziak wrócił z przedszkola, a już starał się pokazać mi na paluszkach, ile dni spędzi w domu. Kiedy wreszcie doszedł do wniosku, że jego osobistych rączek nie starczy, dołożył jeszcze dłonie babci i w końcu się udało – mamy dla siebie całe 16 dni. Nie, żeby to była dla nas jakaś nowość – odkąd jestem mamą, pozostaję z dziećmi w domu i zanim Leo poszedł do przedszkola, mieliśmy dla siebie ponad trzy lata. Jednak i tak odrobinkę denerwuję się tym, czy uda mi się zapewnić synkowi wystarczająco dużo ciekawych zajęć, które zastąpią mu przedszkole. Gdy zaczęłam w głowie sporządzać listę pomysłów, przy okazji przypomniałam sobie o pewnej rewelacyjnej książce, którą dorwałam niedawno na wyprzedaży w bardzo okazyjnej cenie.

 

 

“Znajdź nas! Woda, łąka i las” nie jest książką, którą można zwyczajnie czytać. Tekstu jest w niej jak na lekarstwo, ale zapewniam, że to tylko jedna z wielu jej zalet. Gdybym miała jakoś określić gatunek tej niezwykłej lektury, nazwałabym ją “wyszukiwanką”. Wydawnictwo Jacobsony dedykuje ją dzieciom od 4 roku życia, jednak moim zdaniem i znacznie starsze dzieci zajmie na długie godziny. Ba, z niektórymi wyzwaniami rzuconymi przez autorów i ja – dorosła przecież kobieta – nie mogłam sobie od razu poradzić!

 

 

 

Na książkę “Znajdź nas! Woda, łąka i las” składa się 20 wielkoformatowych, dwustronnych plansz z różnymi przedstawicielami naszej pięknej polskiej przyrody. Pośród wielu niemal identycznych ryb, polnych kwiatów, ptaków, owadów, czy nawet grzybów, należy za każdym razem odszukać tylko jednego (!) przedstawiciela innego gatunku. I o ile szybko poszło mi odnalezienie jednej kawki zwyczajnej kryjącej się wśród srok, to do dziś nie mogę poradzić sobie z wypatrzeniem gałązki dębu bezszypułkowego obok tych szypułkowych. Choć wstyd się przyznać, oczka Leosia są znacznie bystrzejsze od moich i dużo szybciej idzie mu wyłapywanie drobnych różnic i rozwiązywanie zagadek.

 

 

 

Ilustracje przedstawiające wybrane polskie gatunki są zachwycające, bardzo realistyczne i szczegółowe. Już samo oglądanie ich powoduje, że dziecko chce dowiedzieć się więcej. A jako że nauka poprzez zabawę przynosi najlepsze efekty, można od razu wzbogacić zdobywaną wiedzę dzięki umieszczonym pod koniec książki krótkim opisom wszystkich 40 zilustrowanych gatunków.

 

 

Dla mnie jako rodzica szybko nudzącego się dziecka ważne jest to, że książką “Znajdź nas! …” można bawić się na wiele różnych sposobów. Gdy Leosiowi znudziło się ćwiczenie własnej spostrzegawczości podczas poszukiwań, wspólnie próbowaliśmy liczyć motyle. Jeszcze inna propozycja to próba wskazania jak największej ilości różnic, na przykład między sumem a szczupakiem. Jednak nie ważne, który sposób zabawy wy wybierzecie, bo i tak gwarantuję, że będzie to rozrywka najwyższej klasy.

 

“Znajdź nas. Woda, łąka i las”
Autor: Kasia Jacobson, Robert Dzwonkowski
Wydawnictwo: Jacobsony
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 52
Oprawa: twarda
ISBN: 9788394291006

 

Czy wasze dzieci mają swoje ulubione wyszukiwanki? Koniecznie podzielcie się ich tytułami w komentarzach! Zachęcam też do obserwowania heleonkowego profilu na Facebook’u, by być na bieżąco z naszymi nowościami.