“Gąsienica” – wiersz

Drepcze ścieżką gąsienica,
pięknem łąki się zachwyca:
Cóż za barwa, drogie maki!
Groszku, tyś pachnący taki,
że aż chce się ciebie zjeść!
Niezapominajko, cześć!
Są i piękne koniczynki,
kolorowe me dziewczynki!
Miło mi, że znów was widzę.
Choć się dzisiaj troszkę wstydzę…
Wiecie, kwiaty, to ta chwila:
czas mi zmienić się w motyla!
Zniknie ma uroda nudna,
wreszcie będę jak wy – cudna!

 

 

Choć dziś pogoda za oknem znów maluje szaro-bury krajobraz, to i tak czuć, że wiosna nadchodzi. Tip-topami, ale nadchodzi. Dlatego dziś chcę podzielić się z wami tym lekko wiosennym wierszykiem. Miło byłoby poczuć znowu zapach kwitnących w ogrodzie kwiatów. Ostatnio pokazał się u nas nawet pierwszy, nieśmiały motyl, więc jest nadzieja, że już wkrótce wiosna przemieni się i rozkwitnie, tak jak gąsienica z nowego wiersza. A wam udało się już znaleźć w swoich ogródkach jakieś oznaki wiosny? 🙂

 

Przypominam wszystkim o konkursie w Wiosenne Rymowanie. Nie ma w nim co prawda nagród rzeczowych, ale można wygrać dla swojego dziecka wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju spersonalizowany wiersz 🙂

 

Twoje dzieci lubią heleonkowe wierszyki? Koniecznie polub naszą stronę na facebook’u by być na bieżąco i nie przegapić żadnej nowości 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz posty o wierszykach znajomym 🙂

 

“Znajdź nas. Woda, łąka i las” Kasia Jacobson, Robert Dzwonkowski

No i stało się – właśnie rozpoczęły się pierwsze prawdziwe ferie zimowe w życiu Leosia. Ledwie łobuziak wrócił z przedszkola, a już starał się pokazać mi na paluszkach, ile dni spędzi w domu. Kiedy wreszcie doszedł do wniosku, że jego osobistych rączek nie starczy, dołożył jeszcze dłonie babci i w końcu się udało – mamy dla siebie całe 16 dni. Nie, żeby to była dla nas jakaś nowość – odkąd jestem mamą, pozostaję z dziećmi w domu i zanim Leo poszedł do przedszkola, mieliśmy dla siebie ponad trzy lata. Jednak i tak odrobinkę denerwuję się tym, czy uda mi się zapewnić synkowi wystarczająco dużo ciekawych zajęć, które zastąpią mu przedszkole. Gdy zaczęłam w głowie sporządzać listę pomysłów, przy okazji przypomniałam sobie o pewnej rewelacyjnej książce, którą dorwałam niedawno na wyprzedaży w bardzo okazyjnej cenie.

 

 

“Znajdź nas! Woda, łąka i las” nie jest książką, którą można zwyczajnie czytać. Tekstu jest w niej jak na lekarstwo, ale zapewniam, że to tylko jedna z wielu jej zalet. Gdybym miała jakoś określić gatunek tej niezwykłej lektury, nazwałabym ją “wyszukiwanką”. Wydawnictwo Jacobsony dedykuje ją dzieciom od 4 roku życia, jednak moim zdaniem i znacznie starsze dzieci zajmie na długie godziny. Ba, z niektórymi wyzwaniami rzuconymi przez autorów i ja – dorosła przecież kobieta – nie mogłam sobie od razu poradzić!

 

 

 

Na książkę “Znajdź nas! Woda, łąka i las” składa się 20 wielkoformatowych, dwustronnych plansz z różnymi przedstawicielami naszej pięknej polskiej przyrody. Pośród wielu niemal identycznych ryb, polnych kwiatów, ptaków, owadów, czy nawet grzybów, należy za każdym razem odszukać tylko jednego (!) przedstawiciela innego gatunku. I o ile szybko poszło mi odnalezienie jednej kawki zwyczajnej kryjącej się wśród srok, to do dziś nie mogę poradzić sobie z wypatrzeniem gałązki dębu bezszypułkowego obok tych szypułkowych. Choć wstyd się przyznać, oczka Leosia są znacznie bystrzejsze od moich i dużo szybciej idzie mu wyłapywanie drobnych różnic i rozwiązywanie zagadek.

 

 

 

Ilustracje przedstawiające wybrane polskie gatunki są zachwycające, bardzo realistyczne i szczegółowe. Już samo oglądanie ich powoduje, że dziecko chce dowiedzieć się więcej. A jako że nauka poprzez zabawę przynosi najlepsze efekty, można od razu wzbogacić zdobywaną wiedzę dzięki umieszczonym pod koniec książki krótkim opisom wszystkich 40 zilustrowanych gatunków.

 

 

Dla mnie jako rodzica szybko nudzącego się dziecka ważne jest to, że książką “Znajdź nas! …” można bawić się na wiele różnych sposobów. Gdy Leosiowi znudziło się ćwiczenie własnej spostrzegawczości podczas poszukiwań, wspólnie próbowaliśmy liczyć motyle. Jeszcze inna propozycja to próba wskazania jak największej ilości różnic, na przykład między sumem a szczupakiem. Jednak nie ważne, który sposób zabawy wy wybierzecie, bo i tak gwarantuję, że będzie to rozrywka najwyższej klasy.

 

“Znajdź nas. Woda, łąka i las”
Autor: Kasia Jacobson, Robert Dzwonkowski
Wydawnictwo: Jacobsony
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 52
Oprawa: twarda
ISBN: 9788394291006

 

Czy wasze dzieci mają swoje ulubione wyszukiwanki? Koniecznie podzielcie się ich tytułami w komentarzach! Zachęcam też do obserwowania heleonkowego profilu na Facebook’u, by być na bieżąco z naszymi nowościami.

 

“Wielka Księga Robali” Yuval Zommer

 

Wielka Księga Robali” to dla mnie lektura wielka nie tylko z nazwy. Pomijając fakt, że jest na prawdę konkretnych gabarytów, to na swoje miano zasługuje z zupełnie innego powodu. To właśnie dzięki tej książce mój trzęsący się na widok maleńkiego komara Leoś w końcu przestał bać się owadów! Ba, on nawet zapałał do nich miłością! Jest jeszcze inny powód, dla którego przypominam o robalach właśnie teraz, w środku zimy – już niedługo (bo w marcu) ma się ukazać ich młodsza siostra – “Wielka Księga Ssaków”. Wspólnie z Leosiem już zacieramy ręce i z niecierpliwością przebieramy nogami.

 

Yuval Zommer popełnił kawał na prawdę dobrej roboty. Jego “Wielka Księga Robali” dosłownie wciąga czytelnika w świat maleńkich stworzeń, które, jak się okazuje, żyją wszędzie wokół nas, nawet jeśli na co dzień ich nie zauważamy. Książkę rozpoczyna garść ciekawych faktów o “robalach” i kilka podpowiedzi odnośnie obserwowania ich, oraz piękne rodowe drzewo, dzielące te tycie zwierzątka na kilka podstawowych “gałęzi”. Do śledzenia losów owadów czy ślimaków dodatkowo zachęcają specjalne zadania, takie jak poszukiwanie na ilustracjach zakamuflowanych robali, liczenie much i wiele innych.

 

 

“Wielka Księga Robali” została podzielona na części, w których dziecko poznaje ciekawostki na temat biedronek, pszczół, ślimaków, chrząszczy, motyli, pająków i wielu, wielu innych stworzeń. Wszystkie rozdziały są przepełnione cudnymi ilustracjami, od których nie idzie oderwać oczu. Nawet ktoś taki jak ja, kto trzęsie portkami na widok zwykłego pasikonika z fascynacją będzie przeglądał kolejne strony. Dodatkowego smaku dodaje książce humor autora, który doprawił treść wieloma zabawnymi komentarzami i śmiesznymi obrazkami.

 

 

 

Daję słowo honoru, że “Wielka Księga Robali” przetrwa nawet wielokrotne przeglądanie umazianymi od piachu łapkami na łonie samej matki natury. Zabranie jej na wiosenną przechadzkę może być znakomitym pomysłem – można jednocześnie wynajdywać w trawie coraz to nowsze paskudy i od razu szukać o nich informacji w atlasie. Jestem przekonana, że każdy kilkulatek będzie zachwycony taką formą spędzania wolnego czasu, a dodatkowym bonusem będzie zdobyta w ten sposób wiedza.

 

 

Powiedzmy sobie szczerze, że nie każda matka musi pałać ogromem miłości do robaków. Jeśli nie znosisz ich tak bardzo, że za żadne skarby świata nie zdobędziesz się na wspólne wygrzebywanie ich z dzieckiem, to na spacer z “Wielką Księgą Robali” zawsze możesz posłać tatusia. Zakup książki będzie więc podwójną inwestycją – w wiedzę pociechy i… w twój dodatkowy czas tylko dla siebie! Chyba nie muszę cię dłużej przekonywać?

 

Znalezione obrazy dla zapytania wielka księga robali c
“Wielka Księga Robali”
Autor: Yuval Zommer
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda
ISBN: 9788328043664

 

Macie “Wielką Księgę Robali” w swojej biblioteczce? W komentarzu koniecznie dajcie znać, co o niej myślicie!
Close