“Dzidziuś w brzuszku, czyli skąd się biorą dzieci?” Anna Zawiślak

 

Zawsze, kiedy w rozmowie pojawia się temat krępujących pytań zadawanych przez dzieci, przypomina mi się pewna sytuacja z mojego dzieciństwa:

 

Mama, a co to znaczy SEKS? – na cały głos zawołała moja 5-letnia wówczas siostra, ledwie weszła do mieszkania.  Musiała usłyszeć owe słowo-klucz gdzieś w przedszkolu. Mama, choć lekko przerażona, starała się jednocześnie nie roześmiać.
Córciu, chyba chciałaś powiedzieć SIX. Six, to znaczy po angielsku po prostu sześć… – Na to tłumaczenie miałam ochotę popukać się w głowę, bo jako 10-latka już co nieco rozumiałam. Powstrzymałam się jednak, widząc jak bardzo mama stara się wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji.
Nie mama, SEKS! – Młoda nie dawała łatwo się zbyć, jednak mamie ostatecznie udało się jakoś odwrócić jej uwagę…

 

Ostatnio zastanawiałam się, co ja odpowiedziałabym na miejscu mamy. Myślę, że starałabym się wymyślić maksymalnie prostą i jasną odpowiedź, ale bez wdawania się w nadmiar szczegółów. Podejrzewam, że siostra zadowoliłaby się wtedy krótkim zdaniem typu “seks to zbliżenie ciał dwojga dorosłych ludzi, którzy się kochają”. A ty pamiętasz jeszcze, co odpowiadali ci rodzice, gdy po raz pierwszy zadawałeś im TE krępujące pytania? Chociażby “skąd się biorą dzieci?”. Przynosi je bocian, czy raczej znajduje się je w kapuście? Jakich jeszcze mitów na ten temat musiały dawniej wysłuchiwać dzieci?

 

Dzidziuś w brzuszku, czyli skąd się biorą dzieci?

Osobiście jestem zwolenniczką tego, by dzieci już od najmłodszych lat miały dostęp do edukacji seksualnej. I to takiej z prawdziwego zdarzenia, rzetelnej i mądrej, dopasowanej do wieku młodego odbiorcy. Niestety w przedszkolach i szkołach edukacja seksualna obecnie leży znokautowana i nie zanosi się na to, by miała się podnieść. Dlatego jako rodzic dwójki dzieci mocno poczuwam się do tego, by samodzielnie przekazywać im tę ważną wiedzę. Na początku grunt to taki dobór informacji, by zwyczajnie nie przerosły one kilkulatka, dlatego, jasna sprawa, nie opowiadam 4-letniemu Leosiowi o seksie i antykoncepcji. Jednak gdy synek zapytał mnie, skąd się biorą dzieci, odpowiedziałam mu zgodnie z prawdą, że biorą się z brzuszka mamy. Takie wyjaśnienie w stu procentach mu wystarczyło. Na kilka dni… I gdy wkrótce wrócił do tematu, z pomocą przyszła mi urocza książeczka Anny Zawiślak: “Dzidziuś w brzuszku, czyli skąd się biorą dzieci?” 

 

Rzetelna wiedza dla przedszkolaka

Pani psycholog Anna Zawiślak stworzyła i wydała książeczkę “Dzidziuś w brzuszku (…)” z myślą o wszystkich żądnych wiedzy przedszkolakach. Jest to krótka historyjka o rodzinie spacerującej w parku. W pewnym momencie mała dziewczynka zauważa nieopodal panią z podejrzanie dużym brzuchem i zaczyna zadawać rodzicom pytania. Na wszystkie uzyskuje od nich prawdziwe, konkretne i proste odpowiedzi, które zaspokajają jej ciekawość. Dziewczynka dowiaduje się między innymi co to znaczy ciąża, skąd wzięło się w brzuchu dziecko i jak wydostanie się ono na zewnątrz. Całość opowiedziana jest w niesamowicie ciepły i sympatyczny sposób, tak, by dziecko nie mogło się niczym zbyt mocno przejąć czy wystraszyć, a kolorowe ilustracje wprowadzają poczucie bezpieczeństwa.

 

 

Osobiście podoba mi się jeszcze jeden przekaz zawarty w książeczce – dziecko to owoc miłości dwojga ludzi, którzy od samego początku je również darzą ogromnym uczuciem. Rodzice mówią córeczce, że przez cały czas bardzo cieszyli się z jej obecności w brzuszku mamy i nie mogli doczekać się jej narodzin. Ta treść sprawia, że również młody odbiorca książeczki łatwo i naturalnie powiąże fakt poczęcia i posiadania dziecka z miłością, co z dużym prawdopodobieństwem zaowocuje w przyszłości.

 

 

Książeczkę “Dzidziuś w brzuszku, czyli skąd się biorą dzieci?” można zakupić  TUTAJ. W sklepie dostępne są również edukacyjne dzidziusiowe puzzle, które mogą być znakomitym uzupełnieniem lektury, my jednak znakomicie radzimy sobie bez nich. Leonek uwielbia powracać do “Dzidziusia (…)” przynajmniej raz na dwa tygodnie, dlatego odrobinę żałuję, że dostępna jest jedynie wersja książeczki w oprawie broszurowej – nasz egzemplarz szybko staje się nieco sfatygowany 😉 Jeśli kiedyś ukaże się wersja z twardą okładką, z pewnością od razu ją zakupimy, by wkrótce posłużyła również Helence.

 

 

 

Jeśli spodobał ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeśli polubisz HeLeonki na facebook’u i udostępnisz najnowszy post – dzięki temu możemy dotrzeć do większej liczby osób 🙂

 

Warto przeczytać również : Najlepsze książki o samochodach dla młodych fanów motoryzacji 

 

“Elmer. Kolorowe Przygody” David McKee

Recenzja książki Elmer Kolorowe Przygody David McKee

 

Tak się składa, że ulubiony bohater książkowy Leosia to pewien sympatyczny słoń o imieniu Elmer. I nie jest to słoń zwyczajny – jego skóra zamiast koloru słoniowego, cała pokryta jest kolorową kratką. Nie mogę więc zacząć swojej przygody z recenzowaniem od żadnej innej książki, niż od zbioru opowiadań Davida McKee “Elmer. Kolorowe Przygody”. Jest to książka przepełniona humorem i optymizmem, w której każda historia kończy się nienachalnym morałem.

 

Elmer recenzja książki

 

W tej niezwykle kolorowej lekturze znajdują się aż cztery pełne optymizmu opowiadania. Pierwsze z nich to “Elmer i Super El”, w którym Elmer chce pomóc słoniowemu superbohaterowi, mającemu problemy z… kostiumem. Musi się przy tym nieźle nagimnastykować, by odwrócić uwagę reszty mieszkańców dżungli.

 

“Elmer i Wielki Ptak” to historia, w której słoń w kratkę udowadnia, że nawet najtrudniejsze sytuacje są do rozwiązania dzięki odrobinie współpracy.  Małe ptaszki są sparaliżowane strachem – przez wielkiego ptaka muszą kryć się w jaskini. Jednak Elmer wpada na pomysł, jak pozbyć się prześladowcy.

 

W opowiadaniu “Elmer i Słonięty Mikołaj” słoń w kratkę wciela się w mikołajowego pomocnika i udowadnia młodym słonikom, że Słonięty Mikołaj na prawdę istnieje i że czasami warto mu trochę pomóc.

 

“Elmer i Melodia” to opowieść o pewnej melodii, która utknęła w głowach wielu mieszkańców dżungli. Zmęczone muzyką zwierzęta proszą o pomoc Elmera, który jak zwykle znajduje doskonałe rozwiązanie problemu.

 

Elmer recenzja książki

 

Czteroletni Leonek najbardziej docenia w Elmerze ilustracje  – wielkoformatowe, pełne kolorów i szczegółowe, wprowadzające w bajkowy nastrój. Już samo śledzenie losów zwierząt na obrazkach jest dla niego doskonałą zabawą, która potrafi zająć go na długie minuty (a nie jest wcale łatwym zadaniem utrzymanie go dłużej w miejscu).

 

Moim zdaniem kolorowe przygody Elmera są świetną propozycją już nawet dla najmłodszych przedszkolaków. Historie o pomysłowym słoniu są krótkie i napisane nieskomplikowanym językiem, który jest zrozumiały dla kilkulatków. Wspólne czytanie “Kolorowych Przygód” z nieco starszą pociechą może stać się pretekstem do wielu pouczających rozmów na temat współpracy, pomagania innym, czy przyjaźni.

 

Jeśli szukasz wartościowej i jednocześnie wesołej książki, która dostarczy wiele przyjemnych chwil twojej rodzinie, to “Elmer. Kolorowe Przygody” będą strzałem w dziesiątkę. Jestem pewna, że tak jak ja zachwycisz się Elmerem, a twoje dzieci pokochają go równie mocno, jak kocha mój Leonek.

 

 

 

“Elmer. Kolorowe Przygody” 

Autor: David McKee

Wydawnictwo: Papilon

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 128

Oprawa: twarda

ISBN: 9788327102898

 

A może twoje dzieci już znają Elmera? Zapraszam do dzielenia się swoimi opiniami na temat książki w komentarzach!