“Szkolne kłopoty groźnego Rysia” – bajka

Pewnego letniego poranka w Leśnej Szkółce zawrzało. W klasie Pani Sowy rozniosła się wieść o tym, że jeszcze tego samego dnia do grupy dołączy nowy kolega – ryś. Młode zwierzątka były bardzo podekscytowane – jeszcze żadne z nich nigdy nie widziało na własne oczy prawdziwego rysia, nikt nie miał nawet pojęcia, jak on może właściwie wyglądać. Będzie podobny do dzika? A może to jakiś daleki krewny jelenia?

 

Gdy tylko Pani Sowa potrząsnęła dzwonkiem oznaczającym początek lekcji, wszystkie zwierzaki nadstawiły uszu zaciekawione tym, co zaraz usłyszą. Nauczycielka z szerokim uśmiechem na dziobie przemówiła:
Drogie zwierzaczki, dziś dołączy do was nowy kolega – ryś Rysiek. Mam nadzieję, że ciepło przyjmiecie go w swoim gronie. Rysiek razem z rodziną przybył do naszego Lasu z bardzo daleka i na pewno czuje się trochę onieśmielony. Chciałabym, żeby z waszą pomocą poczuł się u nas jak w domu.
Ledwie Pani Sowa skończyła przemowę, rozległo się nieśmiałe pukanie w dębową korę. Już po chwili zza drzewa wynurzył się… on: średniego rozmiaru, pokryty futerkiem, ze śmieszną czupryną sterczącą na głowie i spiczastymi uszami. Ryś we własnej osobie! Kilkoro uczniów zachichotało, bo właściwie bardzo przypominał Kota Krzyśka z pobliskiego gospodarstwa, wyglądał tylko nieco bardziej pokracznie przez tą swoją zwichrzoną fryzurę.

 

Pierwszy dzień Ryśka w Leśnej Szkółce upłynął spokojnie i całkiem przyjemnie. Nowi koledzy na każdej przerwie zasypywali go setkami pytań o jego rodzinę, kraj pochodzenia i rysiowe zwyczaje. Zwierzak okazał się bardzo sympatyczny i z rozbrajającą szczerością opowiadał o sobie zaciekawionym uczniom. Choć odrobinę się jeszcze wstydził, to i tak czuł, że już niedługo znajdzie w nowej szkole prawdziwych przyjaciół.

 

 

Jednak następnego dnia, kiedy pełny nadziei Rysiek znów pojawił się w szkole, spotkało go coś bardzo niemiłego. Gdy chcąc się przywitać podszedł do grupki plotkujących zwierzątek, te momentalnie zamilkły i odsunęły się od niego. Na pierwszej przerwie sytuacja się powtórzyła – wszyscy koledzy obchodzili Rysia szerokim łukiem, a niektóre dodatkowo wytykały go pazurem czy kopytkiem. Podczas zajęć ruchowych z Panem Niedźwiedziem nikt nie chciał wybrać Ryśka do swojej drużyny, a w czasie gry w orzeszek nikt do niego nie rzucał. Biedny zwierzak nie wiedział co się dzieje – przecież jeszcze wczoraj wszyscy tak chętnie z nim rozmawiali… Po lekcjach w końcu nie wytrzymał – kiedy zając Zenek chciał prędko koło niego przemknąć, Rysiek przytrzymał go łapą.
Zenku, dlaczego nikt nie chce ze mną rozmawiać? Wczoraj byliście dla mnie tacy mili, a dziś nikt się do mnie nie odzywa… Czy zrobiłem coś złego?
Bo ten… No… Sam wiesz… Ty jesteś … Groźny. Tak mówił jelonek Jacek. Tak mówił, że przyniosły was tu jakieś człowieki i że to znaczy, że jesteście wszyscy groźni. – Zając Zenek powtórzył Rysiowi plotkę, przez którą wszyscy zaczęli go unikać i czym prędzej umknął przed siebie. Smutnemu zwierzakowi zachciało się płakać.

 

 

Gdy po powrocie z lekcji Rysiek dołączył do swojej wypoczywającej pod drzewem mamy – Reni, ona od razu zauważyła smutek malujący się na pyszczku kociaka i zaczęła go wypytywać.
Dlaczego masz zły humor, Rysiu? Wczoraj tak się cieszyłeś pierwszym dniem w nowej szkole, co się dziś zmieniło?
Wiesz, mamusiu, nikt mnie nie lubi… Wszystkie zwierzątka boją się i uciekają przede mną, a ja nie zrobiłem nic złego! Do tego jeszcze ten Zenek. On powiedział… powiedział, że ja jestem jakiś “groźny”!
Mama Renia zamyśliła się. Po chwili już chyba wiedziała, o co tak na prawdę chodzi w tej krzywdzącej plotce.
Synku, rysie nie są GROŹNE, a ZAGROŻONE. I to wcale nie jest coś złego, wiesz? To tylko znaczy, że jest nas tu niewiele i wymagamy specjalnej ochrony. Pamiętasz te istoty, które nas przyniosły do Lasu?
Te… Człowieki? 
Tak synku. Przeniesiono nas tutaj, by nam pomóc, a nie po to, byśmy zagrozili innym mieszkańcom. Twoi koledzy musieli coś pomylić… Tak na prawdę to pewnie bardzo miłe zwierzaki, tylko ze strachu zachowują się niemądrze.
– Rozumiem, mamusiu. Może jutro pozwolą mi chociaż to wszystko wyjaśnić…

 

 

 

Następny dzień w Leśnej Szkółce rozpoczął się od pogadanki urządzonej przez Panią Sowę, którą mama Renia poprosiła o pomoc w wyjaśnieniu nieporozumienia. Mądra nauczycielka wyjaśniła dzieciom, co oznacza słowo “zagrożony”, i że nie jest ono powodem, by bać się kogokolwiek, a już na pewno nie sympatycznego Ryśka. Zawstydzone zwierzątka miały okazję nauczyć się, że nawet jeśli ktoś wygląda nieco inaczej i pochodzi z obcego miejsca, to tak na prawdę w środku może być taki sam jak one. A już na pewno tak samo czuje i zasługuje na taki sam szacunek.

 

Na przerwie pierwsza podeszła do Ryśka sarenka Sara.
Przepraszam cię, Rysiu. Teraz już wiem, że nie powinnam cię wczoraj pokazywać kopytkiem. To było głupie.
I ja przepraszam. To było niefajne, co ci nagadałem… – dodał skruszony zając Zenek. – Ale wiesz, wszyscy tak gadali i… i ja się też trochę ciebie bałem i…
Dobra, dajcie spokój. W sumie już chyba was trochę rozumiem. Było mi tylko przykro, że nie daliście mi nawet szansy udowodnić, że umiem być fajnym kolegą, zamiast przez tą głupią plotkę od razu mnie skreślać. Przecież bym was nie pozjadał!

 

Wszystkie zwierzątka się roześmiały. To była dla nich prawdziwa ulga, że nowy kolega wybaczył im ten głupi błąd. A gdy z czasem lepiej go poznały, same przekonały się, że choć “zagrożony”, to na prawdę równy z niego przyjaciel.

 

 

KONIEC

 

P.S. Wciąż jeszcze nie czuję się zbyt pewnie pisząc opowiadania dla dzieci, dlatego będę wdzięczna za każdą opinię i uwagę. Podobała wam się bajka o Rysiu? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! Będzie mi też miło, jeśli polubicie HeLeonki na Facebook’u i udostępnicie ten wpis swoich znajomym 🙂

 

Polecam także bajkę “Słoneczny Klucz” .