“Leszy” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Dawniej bycie silnym drwalem
nie bywało łatwe wcale,
przed robotą drwale drżeli,
czy powrócą – nie wiedzieli.
W każdym lesie mieszkał leszy,
co ratować drzewa spieszył;
gdy go rozeźlili drwale,
zaraz pędził w dzikim szale.
Leszy zwierzętami rządził,
więc gdy któryś drwal zabłądził,
zaraz wilk go atakował
albo dzik nań w mig szarżował.
Jeszcze gorzej miał myśliwy,
nawet całkiem już sędziwy,
gdy polował bez szacunku,
to nie było dlań ratunku.
Gdy ktoś dobrze las traktował,
tego leszy tolerował,
a jak człek się w gąszczu zgubił,
demon wskazać drogę lubił.
Jeśli w las się wybieracie,
lepiej, gdy mnie posłuchacie:
morał taki – nie czyń złego,
a cię minie gniew leszego.

 

 

 

Leszy, znany też jako borowy lub laskowiec, był dawniej opiekuńczym demonem lasów. Z reguły był neutralnie nastawiony do ludzi przemierzających gęstwinę, tolerował nawet zbieraczy grzybów czy jagód. Nie robił krzywdy nikomu, kto (w jego mniemaniu) nie robił krzywdy jego domowi. Duch był szczególnie “cięty” na drwali i myśliwych, którzy bez opamiętania grabili las ze skarbów. Ten, kto bez odpowiedniego szacunku chciał skorzystać z leśnych dobrodziejstw, musiał się liczyć z karą wymierzoną przez leszego – od drobnego psikusa, takiego jak wysypanie grzybów z koszyka, aż do śmiertelnego ataku dzikiego zwierzęcia. Borowy był władcą leśnej zwierzyny – a w razie konieczności sam potrafił zmienić się w wilka czy niedźwiedzia. Przeważnie jednak można go było oglądać w postaci przygarbionego starca z długą siwą brodą, uważnie przemierzającego las.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Rusałki”

“Szkolne kłopoty groźnego Rysia” – bajka

Pewnego letniego poranka w Leśnej Szkółce zawrzało. W klasie Pani Sowy rozniosła się wieść o tym, że jeszcze tego samego dnia do grupy dołączy nowy kolega – ryś. Młode zwierzątka były bardzo podekscytowane – jeszcze żadne z nich nigdy nie widziało na własne oczy prawdziwego rysia, nikt nie miał nawet pojęcia, jak on może właściwie wyglądać. Będzie podobny do dzika? A może to jakiś daleki krewny jelenia?

 

Gdy tylko Pani Sowa potrząsnęła dzwonkiem oznaczającym początek lekcji, wszystkie zwierzaki nadstawiły uszu zaciekawione tym, co zaraz usłyszą. Nauczycielka z szerokim uśmiechem na dziobie przemówiła:
Drogie zwierzaczki, dziś dołączy do was nowy kolega – ryś Rysiek. Mam nadzieję, że ciepło przyjmiecie go w swoim gronie. Rysiek razem z rodziną przybył do naszego Lasu z bardzo daleka i na pewno czuje się trochę onieśmielony. Chciałabym, żeby z waszą pomocą poczuł się u nas jak w domu.
Ledwie Pani Sowa skończyła przemowę, rozległo się nieśmiałe pukanie w dębową korę. Już po chwili zza drzewa wynurzył się… on: średniego rozmiaru, pokryty futerkiem, ze śmieszną czupryną sterczącą na głowie i spiczastymi uszami. Ryś we własnej osobie! Kilkoro uczniów zachichotało, bo właściwie bardzo przypominał Kota Krzyśka z pobliskiego gospodarstwa, wyglądał tylko nieco bardziej pokracznie przez tą swoją zwichrzoną fryzurę.

 

Pierwszy dzień Ryśka w Leśnej Szkółce upłynął spokojnie i całkiem przyjemnie. Nowi koledzy na każdej przerwie zasypywali go setkami pytań o jego rodzinę, kraj pochodzenia i rysiowe zwyczaje. Zwierzak okazał się bardzo sympatyczny i z rozbrajającą szczerością opowiadał o sobie zaciekawionym uczniom. Choć odrobinę się jeszcze wstydził, to i tak czuł, że już niedługo znajdzie w nowej szkole prawdziwych przyjaciół.

 

 

Jednak następnego dnia, kiedy pełny nadziei Rysiek znów pojawił się w szkole, spotkało go coś bardzo niemiłego. Gdy chcąc się przywitać podszedł do grupki plotkujących zwierzątek, te momentalnie zamilkły i odsunęły się od niego. Na pierwszej przerwie sytuacja się powtórzyła – wszyscy koledzy obchodzili Rysia szerokim łukiem, a niektóre dodatkowo wytykały go pazurem czy kopytkiem. Podczas zajęć ruchowych z Panem Niedźwiedziem nikt nie chciał wybrać Ryśka do swojej drużyny, a w czasie gry w orzeszek nikt do niego nie rzucał. Biedny zwierzak nie wiedział co się dzieje – przecież jeszcze wczoraj wszyscy tak chętnie z nim rozmawiali… Po lekcjach w końcu nie wytrzymał – kiedy zając Zenek chciał prędko koło niego przemknąć, Rysiek przytrzymał go łapą.
Zenku, dlaczego nikt nie chce ze mną rozmawiać? Wczoraj byliście dla mnie tacy mili, a dziś nikt się do mnie nie odzywa… Czy zrobiłem coś złego?
Bo ten… No… Sam wiesz… Ty jesteś … Groźny. Tak mówił jelonek Jacek. Tak mówił, że przyniosły was tu jakieś człowieki i że to znaczy, że jesteście wszyscy groźni. – Zając Zenek powtórzył Rysiowi plotkę, przez którą wszyscy zaczęli go unikać i czym prędzej umknął przed siebie. Smutnemu zwierzakowi zachciało się płakać.

 

 

Gdy po powrocie z lekcji Rysiek dołączył do swojej wypoczywającej pod drzewem mamy – Reni, ona od razu zauważyła smutek malujący się na pyszczku kociaka i zaczęła go wypytywać.
Dlaczego masz zły humor, Rysiu? Wczoraj tak się cieszyłeś pierwszym dniem w nowej szkole, co się dziś zmieniło?
Wiesz, mamusiu, nikt mnie nie lubi… Wszystkie zwierzątka boją się i uciekają przede mną, a ja nie zrobiłem nic złego! Do tego jeszcze ten Zenek. On powiedział… powiedział, że ja jestem jakiś “groźny”!
Mama Renia zamyśliła się. Po chwili już chyba wiedziała, o co tak na prawdę chodzi w tej krzywdzącej plotce.
Synku, rysie nie są GROŹNE, a ZAGROŻONE. I to wcale nie jest coś złego, wiesz? To tylko znaczy, że jest nas tu niewiele i wymagamy specjalnej ochrony. Pamiętasz te istoty, które nas przyniosły do Lasu?
Te… Człowieki? 
Tak synku. Przeniesiono nas tutaj, by nam pomóc, a nie po to, byśmy zagrozili innym mieszkańcom. Twoi koledzy musieli coś pomylić… Tak na prawdę to pewnie bardzo miłe zwierzaki, tylko ze strachu zachowują się niemądrze.
– Rozumiem, mamusiu. Może jutro pozwolą mi chociaż to wszystko wyjaśnić…

 

 

 

Następny dzień w Leśnej Szkółce rozpoczął się od pogadanki urządzonej przez Panią Sowę, którą mama Renia poprosiła o pomoc w wyjaśnieniu nieporozumienia. Mądra nauczycielka wyjaśniła dzieciom, co oznacza słowo “zagrożony”, i że nie jest ono powodem, by bać się kogokolwiek, a już na pewno nie sympatycznego Ryśka. Zawstydzone zwierzątka miały okazję nauczyć się, że nawet jeśli ktoś wygląda nieco inaczej i pochodzi z obcego miejsca, to tak na prawdę w środku może być taki sam jak one. A już na pewno tak samo czuje i zasługuje na taki sam szacunek.

 

Na przerwie pierwsza podeszła do Ryśka sarenka Sara.
Przepraszam cię, Rysiu. Teraz już wiem, że nie powinnam cię wczoraj pokazywać kopytkiem. To było głupie.
I ja przepraszam. To było niefajne, co ci nagadałem… – dodał skruszony zając Zenek. – Ale wiesz, wszyscy tak gadali i… i ja się też trochę ciebie bałem i…
Dobra, dajcie spokój. W sumie już chyba was trochę rozumiem. Było mi tylko przykro, że nie daliście mi nawet szansy udowodnić, że umiem być fajnym kolegą, zamiast przez tą głupią plotkę od razu mnie skreślać. Przecież bym was nie pozjadał!

 

Wszystkie zwierzątka się roześmiały. To była dla nich prawdziwa ulga, że nowy kolega wybaczył im ten głupi błąd. A gdy z czasem lepiej go poznały, same przekonały się, że choć “zagrożony”, to na prawdę równy z niego przyjaciel.

 

 

KONIEC

 

P.S. Wciąż jeszcze nie czuję się zbyt pewnie pisząc opowiadania dla dzieci, dlatego będę wdzięczna za każdą opinię i uwagę. Podobała wam się bajka o Rysiu? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! Będzie mi też miło, jeśli polubicie HeLeonki na Facebook’u i udostępnicie ten wpis swoich znajomym 🙂

 

Polecam także bajkę “Słoneczny Klucz” .

 

“Rusałki” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Kiedy do nowiu bywało blisko
zawsze się działo dziwne zjawisko:
w leśnym jeziorku rusałki pływały,
pluskały, chlapały i głośno się śmiały.

 

Śliczne boginki zielonowłose
z liści spijały słodziutką rosę,
a potem chlebem się zajadały,
który od ludzi na świątki dostały.

 

Leśne panienki podglądać jest miło,
lecz nieraz dla śmiałków to źle się kończyło,
bo ich rusałki w taniec wciągały,
a potem z chichotem w nim łaskotały!

 

Niejeden w ten sposób był zamęczony,
inny przez panny bywał topiony.
I tak przepadali liczni śmiałkowie,
już żaden o tańcu rusałek nie powie.

 

Rusałka w zaroślach – rys. Anety Wiśniewskiej

 

Dla dociekliwych – rusałki w wierzeniach dawnych Słowian to bardzo popularne żeńskie demony. Mimo miłego dla oka wyglądu (smukłe ciało, duże czarne oczy, długie i bujne zielone włosy) były bardzo niebezpieczne i powszechnie się ich obawiano. Szczególnie młodzi chłopcy mieli się czego bać – w noc nowiu księżyca (wg innych źródeł podczas pełni) rusałki wabiły ich nad brzeg jeziora lub rzeki, gdzie na śmierć zatańcowywały nieszczęśników lub zabijały ich łaskotkami. Bardziej oporni na łaskotanie kawalerowie bywali topieni. Zielone Świątki były świętem obchodzonym właśnie ku czci rusałek – ludzie powstrzymywali się wtedy od pracy, by nie rozgniewać wodnych boginek, a w zamian za to bawili się, urządzali tańce i składali zielonowłosym pannom ofiary z chleba. W Zielone Świątki za wszelką cenę unikano wchodzenia do lasu, by nie dać się przypadkiem zwabić spragnionej zabawy rusałce. Mężczyźni bronili się przed rusałczym wpływem nosząc przy sobie liść piołunu.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Ćmok”

“Mrówka Wegetarianka” – wiersz

Dreptała mrówka przez leśną gęstwinę
taszcząc na plecach soczystą malinę.
Ciągoty do malin od larwy miewała,
choć reszta mrówek to wyśmiewała.

 

Zjadały mięsko inne pędraczki:
wcinały zmielone na papkę robaczki,
to udko żuczka, skrzydełko muchy,
prawdziwe były z nich łakomczuchy!

 

Diety robaczej mrówka nie chciała,
zdecydowanie owoce wolała,
wegetarianka!” w mrowisku wołali
i co dzień biedulce popalić dawali.

 

Aż wreszcie mrówka się zbuntowała
i w podróż samotną powędrowała.
Skoro w mrowisku być sobą nie mogę,
to trzeba mi zaraz wyruszać w drogę!

 

Choć było warto, to będę szczera:
czasem samotność mrówce doskwiera.
Wtedy z pełniutkim owoców plecakiem
idzie plotkować z sąsiadem ślimakiem.

 

 

 

Obserwując swoje dzieciaki zauważyłam, że największą frajdę sprawiają im wierszyki o zwierzątkach – potwierdzają to również statystyki strony, które mówią, że właśnie te wpisy są przez was najchętniej odwiedzane. Mam nadzieję, że i dzisiejszy wierszyk o mrówce będzie się cieszył równie dużym zainteresowaniem i spodoba się milusińskim.

Polecamy również inne “zwierzakowe” wierszyki:

 

 

Close