“Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” Elena Favilli, Francesca Cavallo

 

“Kobieto, Hela ma dopiero rok, po co jej kolejna książka, którą przeczyta za ładnych kilka lat?”. Mniej więcej tak za każdym razem mój mąż stara się mnie odwieść od zakupu kolejnej typowo “dziewczyńskiej” lektury. Bezskutecznie. Jestem zbyt uparta. I za bardzo kocham książki. Jak oprzeć się kolejnej perełce, skoro rynek wydawniczy co chwilę kusi nowymi cudeńkami? Teraz to ja nacieszę się kupionymi książkami, przeczytam je od deski do deski i doskonale się z nimi zapoznam, a wkrótce skorzysta z nich Helenka. I tym sposobem “dziewczyńska” półeczka w dziecięcej biblioteczce zaczęła rozrastać się do niebotycznych rozmiarów… Dziś chcę wam pokazać pewien egzemplarz, który szczególnie przypadł mi do serducha.

 

“Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”

 

“Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” stworzone przez Elenę Favilli i Franceskę Cavallo to według mnie obowiązkowa pozycja na półce każdej dorastającej dziewczynki. Jest to zbiór 100 historii kobiet z całego świata (w tym kilku Polek!), które mimo wielu przeciwności losu, takich jak nierówne traktowanie kobiet, sytuacja polityczna, lub choćby bieda stały się wielkie. Wielkie, bo dzięki sile swych charakterów stały się rozpoznawalne i podziwiane. Wielkie, bo dokonały fantastycznych czynów i wielkich odkryć. Wielkie, bo zdobyły szczyt swych marzeń. Uważam, że nic tak nie zainspiruje młodej kobietki do podążania za swoimi pragnieniami jak dobry przykład, że się da. A raczej okrągła setka przykładów uzupełniona okrągłą setką pięknych, kolorowych portretów i cytatów.

 

 

Kobiety z krwi i kości

 

100 opisanych w książce postaci to mieszanina najróżniejszych kobiet z całego świata. Znajdują się tutaj władczynie (tak różne, jak Elżbieta I i Nanny z ludu Maronów), piosenkarki i instrumentalistki (Joan Jett, Miriam Makeba, Nina Simone), pisarki (siostry Bronte, Jane Austen), lekarki (Matilde Montoya, Maria Montessori), malarki (Frida Kahlo), tancerki, sportsmenki, agentki, a także wiele uczonych i wynalazczyń. Opisane w książce Polki to Irena Sendlerowa, Maria Skłodowska-Curie i Tamara Łempicka, co podczas lektury okazało się bardzo miłym akcentem. Także wśród 60 ilustratorek tworzących portrety do “Opowieści…” znalazła się Polka – Zosia Dzierżawska, która pięknie namalowała Irenę Sendlerową i astronomkę Jill Tarter.

 

 

 

Doskonały prezent dla każdej dziewczynki

 

Wspominałam już, że według mnie KAŻDA dziewczynka powinna mieć “Opowieści na dobranoc…” w swojej biblioteczce. Teraz dodam, że ta lektura idealnie nadaje się na prezent: na urodziny, imieniny, święta, nieważne. Nasza Helenka dostała ją na roczek (choć mąż pukał się w czoło). Na początku książki znajduje się specjalne miejsce na imię właścicielki, a także być może króciutką dedykację od obdarowującego. Na samym końcu czeka niespodzianka – pozostawiona jest tam specjalna przestrzeń na historię numer 101. “Napisz swoją historię”. “Narysuj swój portret”. Która panna nie marzy, by zostać bohaterką książki, hm? No, która? Wystarczy dokończyć zdanie: “Pewnego razu … “

 

 

Opowieści na dobranoc… dla BUNTOWNIKÓW ?

 

Do tej pory podczas pisania recenzji cały czas wspominałam dziewczynki. A co z chłopakami? Czy dla nich ta lektura to jakiś owoc zakazany? Wręcz przeciwnie! To doskonały materiał do walki ze stereotypami. Wspólne czytanie z synem “Opowieści na dobranoc…” może stać się zalążkiem wielu wartościowych dyskusji o prawach kobiet i szacunku do nich. Prawdę mówiąc jednym z argumentów, które przedstawiałam mężowi tłumacząc potrzebę kupienia tej książki była chęć czytania jej Leosiowi. Bo przecież jego również mogą zainspirować te wspaniałe kobiety.

 

 

 

 

A wy macie swoje ulubione “dziewczyńskie” lektury? Już wkrótce podzielę się z wami kolejnymi wspaniałymi lekturami, które mnie zachwyciły, a tymczasem chętnie poznam wasze typy 🙂 

 

 

“Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”
Autor:  Elena Favilli, Francesca Cavallo
Wydawnictwo: Debit
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 232
Oprawa: twarda
ISBN: 9788380572010

 

“Wyścigowa Kinia” – wiersz

Dzisiaj powiem ci w sekrecie
o marzeniu małej Kini:
ona chce najbardziej w świecie,
by wołano jej “mistrzyni!“.

 

Choć brat zwie ją “tycią mrówką“,
Kinia pragnie być rajdowcem,
który swoją wyścigówką
śmiga niczym odrzutowcem.

 

Mama łapie się za głowę
i powiada “córciu miła,
lepiej plany sporządź nowe,
wolę byś tancerką była!“.

 

Tata śmieje się pod nosem
z Kini niepoważnych marzeń
i powiada grubym głosem:
przecież miałaś być lekarzem!“.

 

Tylko jedna babcia Ziutka
wspiera Kinię – swą “chudzinkę“,
bo choć niska i drobniutka,
zawsze ma zawziętą minkę.

 

Kiedy wnusia na rowerze
metę mija przed chłopcami,
babcia w głos się cieszy szczerze
i nagradza oklaskami.

 

Dziś dwa koła, jutro cztery,
będziesz mistrzem kierownicy!
Cóż to będą za afery,
że wygrywa ktoś w spódnicy!

 

Teraz gdy ktoś Kini gada,
że marzenia głupie snuje,
ona na swój rower wsiada
i wyścigi znów trenuje.

 

 

 

 

Czy wasze córeczki marzą – podobnie jak Kinia z wierszyka – o typowo “chłopackich” zajęciach? A może jest na odwrót i to synowie chcą w przyszłości wykonywać jakiś zwód tradycyjnie przypisywany kobietom? Ja osobiście jestem zdania, że podziały tego typu są bardzo krzywdzące i nie powinno się narzucać dzieciom żadnych typowo “damskich” lub “męskich” ról. Grunt, żeby były szczęśliwe, prawda? Zachęcam do wyrażania swojego zdania w komentarzach, koniecznie też dajcie mi znać, czy waszym pociechom spodobał się wierszyk o wyścigach Kini.

 

Inne wierszyki o dziewczynkach:

 

 

 

Twoje dzieci lubią heleonkowe wierszyki? Koniecznie polub naszą stronę na facebook’u by być na bieżąco i nie przegapić żadnej nowości 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz posty o wierszykach znajomym 🙂

 

“Strojnisia” – wiersz

Nie ma na świecie strojniejszej panienki
od pewnej niebieskookiej Helenki.
Jej szafa jest pełna wzorzystych sukienek,
bluzeczek w grochy, pasiastych spodenek…
W szufladce ma broszki, korale, spineczki,
a w drugiej na szyję prześliczne chusteczki.

 

Choć co dzień rano rozpacza mama,
Helenka ubranko wybierać chce sama.
Stoi przed szafą długie minuty,
przebiera na półkach, przestawia buty,
z poważną minką się drapie po głowie,
ciekawe, co zaraz panienka powie.

 

„Nie mam co włożyć! Nic mi nie leży!
Mama swym biednym uszom nie wierzy.
Chwyta sukienkę raz ledwie mierzoną,
na półce równiutko w kosteczkę złożoną
i mówi nieśmiało: „Dziś wybierz tę…”.
O! Nowiuteńka! Bardzo ją chcę!

 

A wasze córeczki to również strojnisie? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, czy wiersz podobał się dzieciom.

 

Polecamy również wierszyk “Bartuś i ciastolina“.

 

 

“Słoneczny Klucz” – bajka

Być może w twojej klasie jest taki kolega, który prawie wcale się nie odzywa? A może jedna z dziewczynek podczas przerwy wciąż bawi się na boisku zupełnie sama? Taka właśnie była Ula – choć chodziła już do drugiej klasy, wciąż była cichutka i wycofana, z nikim nie chciała się zaprzyjaźnić. W chowaniu się po kątach pomagał jej fakt, że była bardzo drobna i niziutka, a jej stale związane w kucyk włosy były zwyczajnego, mysiego koloru. Koledzy ze szkoły śmiali się z Uli, że pewnie wszystkiego się boi, i że to pewnie właśnie przez to jest taka… taka dziwna. A Ula była po prostu nieśmiała. I przez tą swoją nieśmiałość zupełnie nie miała ochoty zawierać żadnych przyjaźni – zamiast spędzać czas z innymi dziećmi, ona wolała towarzystwo książek.

 

 

Na całym świecie była tylko jedna, jedyna rzecz, którą Ula lubiła bardziej, niż czytanie bajek. Tą najulubieńszą rzeczą dziewczynki było spanie. I wcale nie dlatego, że jej łóżeczko było wyjątkowo ładne, czy wygodne, ale dlatego, że Ula co noc śniła bardzo kolorowe sny. We śnie dziewczynka odwiedzała bajkową krainę pełną wróżek, księżniczek, wspaniałych zamków, a nawet… smoków! We śnie przeżywała prawdziwe przygody, tak jak bohaterowie jej ulubionych książeczek! We śnie nie była nieśmiałą Ulą, tylko przebojową Urszulką, którą wszystkie bajkowe stworzenia uwielbiały. Nie możesz się więc dziwić, że gdy tylko wieczór zaczynał się zbliżać, dziewczynka w tempie błyskawicy kąpała się, szorowała ząbki i wskakiwała w swoją ulubioną piżamkę. Po tym wszystkim mogła się wreszcie wygodnie umościć w pościeli i przytulona do ukochanego pluszowego misia czekać, aż spłynie na nią kolejny bajkowy sen.

 

Codziennie rano Ula z przejęciem opowiadała mamie o swoich sennych przygodach. Mama zawsze cierpliwie słuchała córeczki, jednak pewnego dnia zaczęła się o nią martwić. Dlaczego jej ukochana, mądra Urszulka  tak bardzo cieszy się tylko ze swych snów? Przecież każdy nowy dzień również powinien przynosić jej mnóstwo radości, a zamiast tego dziewczynka stara się je wszystkie jak najszybciej przeżyć, nie mogąc doczekać się wieczora. Za dnia nic jej nie cieszy… Gdy pewnego ranka mama wspomniała Uli o swoich zmartwieniach, ta wzruszyła tylko ramionami i jak zwykle znudzona poszła do szkoły.

Tego samego wieczora Ula jak zwykle wcześnie poszła do łóżka. Szybciutko zapadła w sen. Ten jednak nie był taki jak zwykle… Zamiast kolorów dominowała w nim szarość, a wszystko wokół wydawało się smutne. W pewnej chwili zdezorientowana Ula zobaczyła przed sobą obcą postać, przygarbioną i ze spiczastym nosem. “Dziwne…” – pomyślała. “Jeszcze nigdy nie śniła mi się żadna czarownica…“. Nieco wystraszona zbliżyła się do wiedźmy, a wtedy ta skrzekliwym głosem przemówiła:

 

Będziesz bezsennie się w łóżku mościć,

aż nie odnajdziesz na jawie radości.

Już ja cię dziecko życia nauczę!

Wrócisz tu tylko z Słonecznym Kluczem!

 

Tej nocy Ula bardzo źle spała. Kręciła się i nie mogła sobie znaleźć miejsca w łóżku. Nawet poduszka była jakby mniej wygodna niż zwykle. Rano dziewczynka czuła się tak bardzo zmęczona, jakby w ogóle nie spała. Co gorsza, następna noc nie była wcale lepsza – Ula prawie wcale nie mogła zasnąć, a gdy chociaż na chwilkę jej się udawało, były to raczej krótkie drzemki zupełnie pozbawione snów.

 

Po kilku dniach sytuacja wciąż wyglądała tak samo. Dziewczynka czuła się koszmarnie, chodziła niewyspana i smutna. Męczył ją nie tyle brak porządnego snu, co brak wrażeń. Każdy kolejny dzień straszliwie się ciągnął, zanudzając na śmierć. Do tej pory tylko kolorowe sny radowały Ulę, ale teraz nie mogła już nawet na nie liczyć. Piątego dnia dziewczynka miała już serdecznie dosyć – w szkole jej zły nastrój nie pozostał niezauważony, a to tylko sprowokowało kolegów do jeszcze wstrętniejszego wyśmiewania. Ula usiadła na łóżku w swoim pokoju i przytuliła się do ukochanego pluszowego misia. Miała go od urodzenia i był już nieco sfatygowany – gdzieniegdzie brakowało mu wypełnienia, a jedno ucho zaczynało się odpruwać. Zrozpaczona zaczęła łkać w jego miękkie futerko, a wtedy stało się coś bardzo dziwnego. Miś uwięziony w uścisku Uli poruszył się i mruknął. Dziewczynka upuściła go i z niedowierzaniem otworzyła buzię. Jej miś… jest żywy? Jak to możliwe? Przecież to nie jest sen! Gdy już miała sobie pomyśleć, że to wyobraźnia spłatała jej figla, miś przemówił:
Ulka, co tak beczysz? Przemoczyłaś mi futro dziewczyno!
Dziewczynka była tak zaskoczona, że dopiero po dłuższej chwili odpowiedziała pluszakowi.
Ty… Ty umiesz mówić? Ja… przecież to mi się nie śni, ja już nie mam snów… 
To już zauważyłem, strasznie się ostatnio wiercisz, a przez to i ja nie mogę się wyspać! Koniecznie musimy coś z tym zrobić, tak nie może dłużej być! Kto zabrał ci te twoje sny? Już ja mu kości porachuję…

 

Miś był w bardzo wojowniczym nastroju. Widać było, że i jemu urszulkowa bezsenność nie wychodziła na dobre. Dziewczynka opowiedziała pluszakowi o swoim dziwnym śnie, czarownicy i kluczu, który podobno musiała odnaleźć, by móc znów trafić do krainy snów.
Ulka, a gdzie twoja mama trzyma klucze? Sprawdzałaś w tej jej śmiesznej małej szafeczce? Może przez te wszystkie dni miałaś ten swój Słoneczny Klucz pod samym nochalem, a ty mazgaiłaś się, zamiast go poszukać!
Ula pomyślała, że misiek może mieć rację. W kuchni rzeczywiście wisiała mała szafeczka, w której jej mama przechowywała wszystkie klucze – do domu, do piwnicy, garażu… Może i Słoneczny Klucz się w niej znajdzie? Chwyciła pluszaka pod pachę i pobiegła do szafki. Gdy do niej zajrzała, okazało się, że niewiele jest w niej takich kluczy, których nie zna. Ale skąd miała wiedzieć, czy któryś z nich jest Słonecznym Kluczem z jej snu?
I co teraz, misiu? Masz jakiś pomysł, co powinnam dalej zrobić?
Hmm… Niech no pomyślę… Może spróbuj dzisiaj włożyć te klucze pod poduszkę? Jeśli któryś z nich to ten słoneczny, to powinniśmy już dziś porządnie się wyspać!
Ula zrobiła tak, jak podpowiedział pluszak. Niestety, klucze pod poduszką nie tylko nie zadziałały, a sprawiły dodatkowo, że dziewczynce było bardzo niewygodnie.

 

Kolejny, sobotni poranek Ula rozpoczęła od narady z misiem. Choć nadal czuła się zmęczona i smutna, to jej nastawienie do problemu nieco się poprawiło, odkąd miała przy sobie pomocnika, nawet jeśli był tylko pluszowy.
Skoro nadal nie mam Słonecznego Klucza, to co powinnam teraz zrobić misiu? Tak bardzo chciałabym się wreszcie wyspać…
Ulka, a może powinniśmy znaleźć tą twoją czarownicę? Skoro to od niej wszystko się zaczęło, to może odnalezienie jej załatwi sprawę? A jeśli nie, zawsze mogę sobie z nią poważnie pogadać… Już ja jej przemówię do tej wiedźmowatej główki… Kto to widział, żeby tak dręczyć biedne misiaki… i dziewczynki oczywiście! – Miś szybko zreflektował się widząc urażoną minę Uli. – Znasz jakieś miejsca, w których można spotkać czarownice?
Misiu, do tej pory widziałam tylko jedną, we śnie. Ale tam nie mam teraz wstępu… Poza tym znam wiedźmy jedynie z książek, które czytałam.
Więc może powinniśmy wybrać się do biblioteki? Tam jest cała masa książek, może czarownicę też gdzieś tam znajdziemy. – Kolejny pomysł pluszaka spodobał się Uli.
To jest myśl, misiu! Chodźmy!

 

Niedługo potem przyjaciele byli już na miejscu. Ula rozsiadła się wygodnie przy jednym ze stolików w czytelni, na którym usadowił się miś. Przed nimi piętrzył się cały stos książek z najróżniejszymi bajkami i baśniami z całego świata. Dziewczynka przeglądała lektury jedna za drugą, ale nawet jeśli w którejś występowała czarownica, to żadna magicznym sposobem nie wyskoczyła z kart książki, ani tym bardziej nie podsunęła gotowego rozwiązania problemu. Z każdą kolejną bajką Ula była coraz bardziej zrezygnowana, a zmęczenie dodatkowo utrudniało skupienie się na czytaniu. Nagle poza szelestem przewracanych stron dał się słyszeć jeszcze jeden dźwięk. Coś jakby bzyczenie owada, który… nagle usiadł na samym środku czoła dziewczynki. Już chciała pacnąć go ręką, gdy owad odezwał się cichym głosem.
Hej, daruj sobie dziewczyno to machanie rękami! Przyleciałem wam tylko powiedzieć, że niedługo zamykamy bibliotekę i powinniście pomału się stąd zbierać. – Być może Ula bardziej zdziwiłaby się spotykając gadającego owada, ale już nic nie mogło zszokować jej bardziej, niż ożywający nagle pluszowy miś. Dlatego spokojnym głosem spytała:
A kim ty właściwie jesteś?
Jak to kim? Jestem Mól. A konkretnie Mól Książkowy, do usług. Pracuję tu od lat, widywałem cię już wcześniej, dziecko. 
A więc… znasz pewnie doskonale wszystkie bajki, Molu. Pomożesz nam znaleźć czarownicę? 
Wydaje mi się, dziecko, że wszystkie znane mi czarownice są w tych książkach przed tobą. One wam nie wystarczą?
Niestety nie, szukamy prawdziwej wiedźmy, musimy z nią porozmawiać… – Dziewczynka posmutniała. Skoro nawet ktoś tak mądry, jak Mól Książkowy nie znał czarownicy, to już chyba nikt nie mógł jej pomóc. – Molu, a może wiesz przynajmniej, gdzie można znaleźć Słoneczny Klucz?
Nie, takich informacji również nie posiadam. Chwileczkę… Drogie dziecko, może sowa wam pomoże.
Sowa? – Ula była mocno zdziwiona. – Dlaczego sowa miałaby nam pomóc?
No, sowa – mądra głowa, w wielu bajkach tak właśnie jest. A teraz zmykajcie już stąd, późno się zrobiło!

 

Gdy Ula i miś dotarli do domu, pluszak zaczął namawiać dziewczynkę do działania. Uważał, że skoro i tak brakuje im lepszego pomysłu, to powinni przynajmniej spróbować porozmawiać z sową.
Ale misiu, sowa to stworzenie nocne! A to by oznaczało, że musimy…
Właśnie tak, wybrać się nocą do lasu! Wielkie mi rzeczy.
Ja jeszcze nigdy nie wychodziłam nocą z domu, boję się. – Ulę na prawdę poważnie przerażała perspektywa błądzenia w lesie po ciemku. Do tej pory unikała chodzenia do lasu nawet za dnia.
Nie mów, że masz cykora, Ulka! Chcesz w końcu odzyskać te swoje sny, czy już zawsze będę skazany na to twoje wiercenie się w łóżku?
Chociaż dziewczynka wciąż nie była przekonana do nocnej wyprawy, to nie chciała więcej czuć się jak tchórz. Właśnie dlatego, gdy tylko zapadł zmrok, zaopatrzona w latarkę tatusia wymknęła się z misiem w szkolnym plecaku przez okno w swojej sypialni. By dotrzeć do lasu, Ula i miś musieli przejść jedynie przez kilka najbliższych ulic. Gdy tylko weszli między pierwsze drzewa, dziewczynce ze strachu zaczęły trząść się kolana. Mimo to z uporem wchodziła coraz głębiej i głębiej w zarośla. Dzięki latarce widziała całkiem sporo, jednak nigdzie nie mogła dostrzec sowy.

 

Po kilkudziesięciu minutach Ula zaczęła się martwić, że wyprawa się na nic nie zdała. Już miała zamiar zawrócić w stronę domu, gdy za plecami usłyszała dziwne hałasy. Coś jakby chrząkanie, chrumkanie i pękające gałązki…
Dzik! – Krzyknął głośno miś obserwujący wszystko z plecaka. – Ulka, wiejemy!
Choć dziewczynka biegła przed siebie ile sił w nogach, wciąż słyszała za sobą biegnące zwierzę.
Właź na to drzewo, szybko! 
Gałęzie pobliskiego dębu zaczynały się na tyle nisko, by nawet dziecko mogło się na nie z łatwością wdrapać. Ula wspinała się coraz wyżej na drzewo, aż w końcu poczuła się bezpiecznie – tu dzik nie mógł jej dosięgnąć. Przerażona dziewczynka oparła się o pień drzewa. Była tak zasapana, że dopiero po dłuższej chwili dostrzegła wpatrzone w siebie żółte, okrągłe ślepia.
Witaj! – zaskrzeczał głos w ciemności. Po oświetleniu promieniem z latarki okazało się, że tuż obok na gałęzi przysiadła sowa. – Czy mogłabyś być tak miła i nie oślepiać mnie więcej tym ustrojstwem?
Ach, tak… Przepraszam cię, sowo. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę. Właśnie ciebie szukałam!
Mnie? A na cóż miałabym ci się przydać, dziewczynko?
Mam ogromne kłopoty, a Mól Książkowy powiedział, że tylko ktoś tak mądry jak sowa może mi pomóc.
Ula opowiedziała sowie o swoich problemach ze snem i o tym, jak się zaczęły. Mówiła o czarownicy, o jej dziwnym zaklęciu i o Słonecznym Kluczu, który musi odnaleźć, by wreszcie się wyspać. Sowa cały czas uważnie słuchała.
Słoneczny Klucz, powiadasz. Wiem co to takiego. I tak się składa, że nawet jeden posiadam. Dostałam go kiedyś w prezencie od leśnego skrzata…
Na prawdę masz Słoneczny Klucz? Sowo, czy możesz mi go dać? Bardzo cię proszę!
Niestety, drogie dziecko, problem w tym, że nawet jeśli teraz dam ci klucz, on nie zadziała. Nie bez powodu nazywają go Słonecznym. Mogą go używać tylko ci, którzy potrafią czerpać radość z każdego nowego dnia.
Ależ sowo…
Kochanie, skoro czarownica tak cię pokarała, widocznie miała ku temu dobry powód. Udowodnij mi, że potrafisz cieszyć się z tego, co cię spotyka, a wtedy podaruję ci klucz. A teraz muszę już lecieć, bo inaczej nie zdążę upolować tej nocy ani jednej myszki.
Po tych słowach sowa odleciała. W ostatniej chwili Ula zauważyła coś błyszczącego, zawieszonego na sznurku na szyi ptaka. Teraz wiedziała już na pewno, że sowa faktycznie jest w posiadaniu Słonecznego Klucza, i że musi bardzo postarać się, by go zdobyć.

 

Kolejny poranek bardzo różnił się od pozostałych. Ula, która codziennie rano skupiona była na opowiadaniu mamie swych sennych fantazji po raz pierwszy od bardzo dawna spostrzegła, jak przyjemne może być delektowanie się każdym łykiem pitego kakao. Nawet kanapki smakowały jakby lepiej niż zwykle. Widząc podejrzany uśmiech na ustach córki mama postanowiła wykorzystać sytuację i zaproponowała rodzinną wyprawę rowerową nad jezioro. Była w szoku, gdy Ula zgodziła się bez wahania. Zwykle wykręcała się od podobnych pomysłów na wszelkie możliwe sposoby, woląc siedzieć w domu z nosem w kolejnej książce. Tym razem było inaczej – dziewczynka nie tylko chętnie jechała rowerem, ale też świetnie bawiła się pływając w jeziorze i razem z tatą skacząc do wody. Po powrocie do domu zamiast zwyczajowo zaszyć się w swoim pokoju, obejrzała razem z rodzicami film w salonie.

 

Wieczorem Ula nie mogła wyjść ze zdumienia, że tak dobrze się bawiła. Całą niedzielę spędziła na wspaniałej rodzinnej zabawie i na chwilę zapomniała nawet o całych tych kłopotach z czarownicą i Słonecznym Kluczem. Kładąc się wieczorem do łóżka pomyślała, że chyba wreszcie zrozumiała o co dokładnie chodziło wiedźmie i sowie – poczuła na własnej skórze, że w promieniach słońca może czuć się równie szczęśliwa, jak w sennych marzeniach. Dziewczynka postanowiła, że niezależnie od tego, czy kolorowe sny powrócą czy nie, od teraz postara się wykorzystywać każdy kolejny dzień do zrobienia czegoś ciekawego.
Ula ułożyła się wygodnie pod kołdrą i gdy już niemal zaczynała odpływać, poczuła na ramieniu szturchanie.
Ulka, zobacz! – Miś koniecznie chciał jej coś pokazać. Na poduszce, tuż obok głowy dziewczynki leżało coś błyszczącego. – Sowa podrzuciła ci Słoneczny Klucz! Wreszcie się wyśpimy!
Dziewczynka ostatkiem sił wsunęła podarunek pod poduszkę i uśmiechnięta z całych sił przytuliła misia. Chwilę później już smacznie spała. Po raz pierwszy od wielu dni znów śniła, a sen był tak samo przyjemny, jak rodzinna wyprawa nad jezioro. I tylko na chwilę pokazała się w nim czarownica, ale tym razem nie rzucała już na Ulę żadnych uroków, tylko z daleka mrugnęła do niej jednym okiem i żartobliwie pogroziła paluchem. Przez chwilę Uli wydawało się nawet, że postać z daleka dziwnie przypomina jej mamę.

 

KONIEC

 

Drogi czytelniku, jeśli dobrnąłeś do końca tej opowieści, to bardzo cię proszę o wyrażenie swojej opinii w komentarzu. Po raz pierwszy w życiu napisałam coś tak długiego (nie licząc wypracowania na maturze!) i jestem bardzo ciekawa, co sądzisz o mojej bajce. Szczególnie interesują mnie opinie najmłodszych słuchaczy, dlatego będę zaszczycona, jeśli przeczytasz “Słoneczny Klucz” swojemu dziecku i zapytasz je, czy bajka mu się podobała 🙂 

Close