“Licho” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

W kącie izby siadło cicho
wstrętne licho.
Chociaż nikt nie patrzy na nie
niezłe ma urzędowanie.

 

Bach! Ze ściany lecą zdjęcia:
żony, wnuka oraz zięcia.
Wszędzie wokół rozsypany
maczek szklany.

 

Łup! Żarówka z trzaskiem pęka,
a mąż na to głośno stęka.
Trzeba prędko wkręcić nową
jarzeniową.

 

Zupa w garnku – przypalona,
cała kuchnia – zadymiona.
Przez to w płacz uderza żona.
Nabzdyczona.

 

Trach! Ze stołu spada taca,
na nią krzesło się przewraca.
Wnuk panikę głośno sieje.
Co się dzieje?!

 

Licho aż z rozkoszy wzdycha
na okrzyki “co do licha?!“.
Czy coś jeszcze zepsuć chce?
Licho wie!

 

 

 

“Niech to licho!”, “licho nie śpi” – kto nie słyszał choć jednego z tych powiedzonek? Wszystkie wzięły się od pewnego wyjątkowo niesympatycznego słowiańskiego demona. Było to stworzenie, które czepiało się wybranego człowieka lub rodziny i sprowadzało wszelkie nieszczęścia – od drobnych szkód takich jak wyłamywanie szczebli drabiny, po ogromne zniszczenia, np. pożar domu. Według różnych źródeł demon ten był albo małym stworzeniem chowającym się po kątach i psocącym z ukrycia, albo jednooką staruchą – w tej postaci bywał znacznie groźniejszy.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Trusia”

 

“Ćmok” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Co tam zjawa, co tam smok,
kiedy u nas straszy ćmok!
Jak nietoperz, stwór skrzydlaty,
wyszczerzony i kudłaty.
Co noc, kiedy księżyc świeci,
ćmok z radością płoszy dzieci.
Lecz nie muszą te się bać,
które grzecznie chodzą spać.

 

 

 

Ćmok to jeden ze starszych demonów słowiańskich, w którego wierzono głównie na terenach dzisiejszej Wielkopolski. Niewiele dziś o nim wiadomo poza tym, że był uskrzydlony, energiczny, niezbyt sympatyczny, a jego pasją było nocne straszenie dzieciaków. Dawniej rodzice straszyli ćmokiem te dzieciaki, które przed pójściem spać broniły się jak mogły, bowiem do grzecznych dzieci stwór nie lubił zaglądać, za to z upodobaniem odwiedzał wszystkie rozbrykane łobuziaki.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Ubożęta”

 

Lubisz HeLeonkowe wierszyki? Dzięki tobie także inni mogą je polubić, wystarczy, że udostępnisz czasem nasze posty na Facebooku, by dotarły do jak największej liczby osób 🙂

 

 

“Ubożęta” – wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie”

Dziś już mało kto pamięta,
co to znaczy – ubożęta.
Wielka szkoda, bo czasami
warto dobrze żyć z duszkami.
Mama sprząta i gotuje,
bywa, że jej rąk brakuje
i czasem woła: “kto mi pomoże?”,
a chętnie pomogłoby mamie uboże.
Jak niania dzieci by pilnowało,
czasem w sekrecie coś posprzątało,
a na dodatek w nocy do uszka
rady szeptało, jak dobra wróżka.
Cena za pomoc tego stworzenia
to jedna malutka porcja jedzenia,
wygodne miejsce w kąciku do spania
i odrobina poszanowania.
Koszty niewielkie, lecz trzeba zaznaczyć,
że w tym układzie jest tyci haczyk:
psotliwe z nudów bożątko bywa,
a wtedy różne przedmioty ukrywa.
Kiedy się w domu zdarzają kłótnie,
domowy duszek się wścieka okrutnie
i wtedy również psocić zaczyna,
aż nie przekupi go jakoś rodzina:
ugłaskać go mogą prędko słodkości,
lecz lepiej po prostu bożątka nie złościć.

 

 

Bożątko podkradające okulary – rys. autorstwa Anety Wiśniewskiej
Ubożęta, inaczej zwane bożątkami, to dobre duszki opiekuńcze powstające najprawdopodobniej z dusz przedwcześnie zmarłych dzieci lub przodków rodziny. Dawniej wierzono, że niemal każde domostwo zamieszkują ubożęta, chroniąc je przed złymi duchami w zamian za miseczkę resztek jedzenia lub spodeczek mleka. Uważano, że te niewidzialne stworzenia pomagają czasem dobrej gospodyni w porządkach, a nawet dbają o to, by bawiące się dzieci nie zrobiły sobie krzywdy. Część opowieści o bożątkach przedstawia je jako łagodne i nieszkodliwe, natomiast w innych można znaleźć informacje o ich kapryśnej naturze – nie lubiły kłótni, pijaństwa i … zwyczajnej nudy. Zdarzało się wtedy, że płatały domownikom różne figle, takie jak chowanie drobnych przedmiotów czy rozrzucanie ubrań. Można było je obłaskawić słodyczami, lub… nastraszyć, stawiając w kącie kukłę srogiej baby wymachującej groźnie ścierką.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Ćmuch”

 

Twoje dzieci lubią heleonkowe wierszyki? Koniecznie polub naszą stronę na facebook’u by być na bieżąco i nie przegapić żadnej nowości 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz posty o wierszykach znajomym 🙂

 

“Ćmuch” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Młody Józek przy sobocie
ani myśli o robocie.
Kiedy matka pierze, zmywa,
on nad stawem wypoczywa.
Nagle w wodzie blisko Józka
coś do wody głośno pluska.
Może żaba? Nie, krokodyl!
O, już łeb wystawia z wody.
Co za stwór, a fe! Szkarada!
Biada ci, Józeczku, biada!
Chłopak wdech głęboki bierze,
patrzy, myśli… “No, nie wierzę!
Mogłem się spodziewać ducha,
ale nigdy w życiu… ćmucha!”
Matka Józka od małego
straszy stworem na całego:
“Kto choć raz zobaczył ćmucha,
ten uchodzi za leniucha!”
Teraz, gdy go w wodzie widzi,
Józek się potwornie wstydzi.
Nie chcąc mówić nic nikomu,
chłopak wieje w mig do domu.

 

 

Ci, którzy na własne oczy nigdy nie widzieli ćmucha, powinni się cieszyć. Ten wodny demon pokazywał się tylko tym, których uznał za leni i obiboków. Ćmuch właściwie nie był groźny – nikomu nie robił krzywdy, lubił jedynie porządnie nastraszyć. Do dziś zachowało się mało opisów stwora (bo też mało kto przyznawał się do spotkania z nim), ale wiadomo, że przypominał kucającą ropuchę z małym, podkręconym ku górze ogonkiem. Słowianie prawdopodobnie  obecnością ćmucha tłumaczyli sobie wszelkie dziwne hałasy dobiegające z wody – pluski i chlupanie, a także nagłe zawirowania widoczne na powierzchni jeziora.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Julki”

 

Twoje dzieci lubią heleonkowe wierszyki? Koniecznie polub naszą stronę na facebook’u by być na bieżąco i nie przegapić żadnej nowości 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz posty o wierszykach znajomym 🙂

“Maruda” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Maleńka Helenka usnąć nie może.
Och, cóż poradzić? Co jej pomoże?
Maruda czepiła się biednej Heli,
co noc ją dręczy, już od niedzieli!
Maruda łaskocze dziecinki brzuszek,
łapie i ciągnie za mały paluszek,
szczypie ją w nóżki, szczypie ją w rączki,
oj, straszne te nocne, marudne bolączki…
Co zrobić, by dziecko się wreszcie wyspało?
Czy komuś pogonić marudę się dało?
Pogonić się nie da, lecz jest metoda:
na stole miska, a w misce woda,
wrzeciono, łyżka i nić zamotana,
by demon zajęcie miał aż do rana.
Zajęta maruda da spokój Helence,
nie będzie jej we śnie już męczyć więcej.

 

 

 

 

Maruda była też inaczej zwana płaczką. Słowianie wierzyli, że to właśnie ten demon jest odpowiedzialny za wszelkie nocne bolączki niemowląt, ponieważ jego pasją było właśnie dręczenie malutkich dzieci. Niewidzialna dla dorosłych istota zakradała się nocą do dziecięcej kołyski i łaskotała, szczypała, lub klepała biedne maleństwo, nie dając mu spać. Konsekwencje obecności marudy ponosiła cała rodzina, niewyspana i wyczerpana nocnymi wrzaskami bobasa. Niewiele było podobno skutecznych sposobów na odstraszenie złośliwego demona, a najpopularniejszy z nich to położenie na stoliku w pobliżu dziecka miski z wodą, a w niej wrzeciona, kłębka nici i łyżki. Były to przedmioty, które miały marudzie dostarczyć rozrywki na całą noc tak, aby zostawiła w spokoju dziecko. Próbowano również różnych zaklęć.

 

Czasem myślę sobie, że i w dzisiejszych czasach można się nieraz zetknąć z płaczką, szczególnie gdy Hela kolejną noc z rzędu daje mi popalić pobudkami co 20 minut, jakby miała w brzuchu wbudowany budzik. A może i w waszych domach pojawia się nieraz ta złośliwa istota? Koniecznie dajcie znać!

 

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Chochlik”