“Jak się pozbyć Złoślinka?” – bajka

Pięcioletni Antoś, przez rodziców zwany żartobliwie Ancymonkiem, to prawdziwy psotnik. Wszędzie go pełno, a gdy akurat nie może pobiegać lub poskakać, staje się nerwowy.

 

Gdy pewnego marcowego dnia Antoś wrócił z przedszkola, chciał natychmiast pójść pobawić się na podwórku. Niestety – wiosenna pogoda nie rozpieszczała i wciąż było bardzo zimno, w dodatku właśnie zaczynał padać deszcz. Właśnie dlatego mama stanowczo sprzeciwiła się zabawie na świeżym powietrzu. Nie chciała, by synka znów dopadł katar.
Antosiu, wyjdziemy na podwórko jak tylko deszcz przestanie padać. Obiecuję synku, a teraz możemy razem…
Ale Antek już nie chciał słuchać o tym, co może porobić wspólnie z mamusią. Zakaz wyjścia na dwór tak go rozgniewał, że w sekundę rzucił się na podłogę i zaczął w nią uderzać zaciśniętymi piąstkami. Mama zachowała spokój. Jak wiele razy wcześniej, chciała po prostu przeczekać antosiowy atak złości. Ale gdy chłopczyk zaczął dodatkowo strasznie głośno krzyczeć, wpadła na pewien pomysł…

 

 

 

Mama otworzyła szafę, w której schowane były zabawki do piaskownicy. Po chwili wyjęła z niej niewielkie zielone wiaderko z czerwoną rączką. Podeszła z nim do Antosia, ukucnęła i…
Szybko, wyłaź z mojego synka! – zawołała mama, lekko przykładając wiaderko do buzi chłopca. Krzyk Antka zabrzmiał zabawnie, zniekształcony przez plastikowy pojemnik. Po chwili mama zakryła wiaderko dłonią, tak jakby chciała dopilnować, by nic z niego nie uciekło.
No, w końcu cię mam, Złoślinku!

Dziwne zachowanie mamy na tyle zainteresowało chłopca, że jego usta momentalnie się zamknęły i w pokoju zapanowała cisza. Antek w milczeniu obserwował, jak jego mamusia otwiera okno i wysypuje na zewnątrz zawartość wiaderka.

Wreszcie mamy cię z głowy! – zawołała.
Eee… Co ty zrobiłaś, mamusiu? – zapytał chłopiec pod nosem.
Jak to co? Właśnie przegoniłam tego wstrętnego Złoślinka! Nie mów mi, że go nie znasz Antosiu. Przecież sam chyba słyszałeś, jak potwornie krzyczał do nas z twojego brzuszka!
Oczy chłopca szeroko otworzyły się ze zdumienia. Co to za jeden, ten Złoślinek? I niby skąd on wziął się w jego brzuszku? Widząc pytający wzrok chłopczyka, mama postanowiła opowiedzieć mu o tym niemiłym stworzeniu.
Antosiu, Złoślinek to taki mały stworek, który lubi czepiać się dzieci. Ten mały łobuz wykorzystuje każdą sytuację, która ci się nie podoba, by przez nosek wślizgnąć się wprost do twojego brzucha. Chwilkę w nim siedzi, rozpychając się łapkami – to ten moment, w którym czujesz się tak, jakbyś zaraz miał wybuchnąć. I właśnie wtedy Złoślinek próbuje wyjść. Ale to nie jest wcale łatwe i dlatego tak głośno krzyczy. Ależ on potrafi narobić hałasu… A więc kiedy już dopadnie cię taki Złoślinek, nie trzeba wcale próbować go powstrzymywać. Lepiej dać mu się wykrzyczeć, a jeśli ma się wtedy przy buzi wiaderko, to można go od razu szybciutko schwytać, wygonić na dwór i po problemie!

 

 

Antoś zastanawiał się chwilę nad słowami mamy. Co za niemiłe stworzenie z tego Złoślinka… Dobrze, że mamusia dała radę go prędko przegonić, bo gdyby nie ona, nie wiadomo jak długo jeszcze trwałyby jego straszne wrzaski.
– Mamo, a czy ten Złoślinek wróci? – zapytał Antek.
Obawiam się, że tak, synku. To bardzo podstępny stworek. Kiedy już raz sobie upatrzy dziecko, lubi czasem je odwiedzać. Ale przecież teraz już znasz na niego sposób, prawda?
– Tak mamusiu, pamiętam – wiaderko. Następnym razem na pewno sam go złapię i wyniosę!
– Na pewno Antosiu, to wcale nie jest takie trudne. – Mama była bardzo zadowolona, że prędko udało się zażegnać kryzys. Rozmowa o Złoślinku okazała się bardzo wciągająca i dopiero po dłuższej chwili zauważyła, że przez chmury nieśmiało przebija się słonko.
Deszcz przestał padać, Antosiu! Teraz w końcu możesz wyjść na podwórko.

 

Chłopiec świetnie się bawił na świeżym powietrzu. Podczas gry w piłkę kilka razy rozglądał się wokół, czy gdzieś przypadkiem nie kręci się Złoślinek, ale nigdzie nie było nawet śladu po niemiłym stworku. Całe szczęście, bo Antkowi dopisywał humor i nie chciał, by to się zmieniło.

 

KONIEC

 

Jakie wrażenie zrobiła na waszych dzieciach ta krótka bajeczka? Czy Złoślinek nie wydał się im dziwnie znajomy?
Wymyśliłam Złoślinka podczas jednego z napadów złości mojego synka Leosia. Ta historyjka okazała się strzałem w dziesiątkę – odkąd Leo może sobie jakoś wyobrazić tą trudną emocję, którą jest złość, zaczął sobie nieco lepiej radzić z jej opanowywaniem. Chciałabym, by to opowiadanie pomogło również innym dzieciom. Jeśli chcecie, możecie wspólnie rozbudować opis Złoślinka – nadać mu imię, opisać szczegóły wyglądu. Wszystko zależy tylko od waszej wyobraźni. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, jakie były efekty!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close