“Wyobraźnia” – wiersz

Jest pewne miejsce, gdzie dzieją się dziwy,
zupełnie jest inne, niż świat prawdziwy.
Tu dinozaury jeżdżą tramwajem,
który nie w mieście, a w dżungli staje.
Tutaj do dentysty nawet krokodyle
uprzejmie szczerzą zębiska co chwilę.
Małpy na sankach z górki śmigają,
a zebry na nartach je doganiają!
Śnieg pada nie zimą, lecz podczas upałów,
a przy tym się topi bardzo pomału.
Gdy czas podlać kwiaty, piszczą: „Nie woda!
My chcemy soku! Nie masz? To szkoda!
Jest taka kraina, a gdzie – już ci powiem,
to Świat Wyobraźni, on jest… w twojej głowie!

 

 

 

 

Leo coraz częściej zaskakuje nas opowiadając różne niestworzone historie – o nietoperzach w szafie, mrówkojadzie pod dywanem, trollu zamieszkującym pod jego łóżkiem, czy o niewidzialnym pociągu przejeżdżającym co chwilę przez nasz korytarz. Jego wyobraźnia się rozwija, sprawiając, że niemal codziennie zbieramy szczęki z podłogi. I stąd właśnie wziął się wierszyk nazwany “Wyobraźnia” – bo każde dziecko skrywa w sobie niezbadane krainy, pełne przeróżnych cudów i dziwów. Bardzo chętnie poczytam o tym, co wymyślają wasze dzieciaki. Koniecznie podzielcie się ich fantazjami w komentarzach. Podajcie też wiek pociechy, żebym wiedziała, co może mnie w przyszłości czekać 😉

 

Może spodoba się wam również wierszyk “Skarpetka Henia” ?

 

Lubisz HeLeonkowe rymowanki? Będzie mi miło, jeśli udostępnisz informację o nich na Facebook’u. Zachęcam też do polubienia strony HeLeonki, by być na bieżąco ze wszystkimi nowościami 🙂

“Leszy” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Dawniej bycie silnym drwalem
nie bywało łatwe wcale,
przed robotą drwale drżeli,
czy powrócą – nie wiedzieli.
W każdym lesie mieszkał leszy,
co ratować drzewa spieszył;
gdy go rozeźlili drwale,
zaraz pędził w dzikim szale.
Leszy zwierzętami rządził,
więc gdy któryś drwal zabłądził,
zaraz wilk go atakował
albo dzik nań w mig szarżował.
Jeszcze gorzej miał myśliwy,
nawet całkiem już sędziwy,
gdy polował bez szacunku,
to nie było dlań ratunku.
Gdy ktoś dobrze las traktował,
tego leszy tolerował,
a jak człek się w gąszczu zgubił,
demon wskazać drogę lubił.
Jeśli w las się wybieracie,
lepiej, gdy mnie posłuchacie:
morał taki – nie czyń złego,
a cię minie gniew leszego.

 

 

 

Leszy, znany też jako borowy lub laskowiec, był dawniej opiekuńczym demonem lasów. Z reguły był neutralnie nastawiony do ludzi przemierzających gęstwinę, tolerował nawet zbieraczy grzybów czy jagód. Nie robił krzywdy nikomu, kto (w jego mniemaniu) nie robił krzywdy jego domowi. Duch był szczególnie “cięty” na drwali i myśliwych, którzy bez opamiętania grabili las ze skarbów. Ten, kto bez odpowiedniego szacunku chciał skorzystać z leśnych dobrodziejstw, musiał się liczyć z karą wymierzoną przez leszego – od drobnego psikusa, takiego jak wysypanie grzybów z koszyka, aż do śmiertelnego ataku dzikiego zwierzęcia. Borowy był władcą leśnej zwierzyny – a w razie konieczności sam potrafił zmienić się w wilka czy niedźwiedzia. Przeważnie jednak można go było oglądać w postaci przygarbionego starca z długą siwą brodą, uważnie przemierzającego las.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Rusałki”

“Rusałki” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Kiedy do nowiu bywało blisko
zawsze się działo dziwne zjawisko:
w leśnym jeziorku rusałki pływały,
pluskały, chlapały i głośno się śmiały.

 

Śliczne boginki zielonowłose
z liści spijały słodziutką rosę,
a potem chlebem się zajadały,
który od ludzi na świątki dostały.

 

Leśne panienki podglądać jest miło,
lecz nieraz dla śmiałków to źle się kończyło,
bo ich rusałki w taniec wciągały,
a potem z chichotem w nim łaskotały!

 

Niejeden w ten sposób był zamęczony,
inny przez panny bywał topiony.
I tak przepadali liczni śmiałkowie,
już żaden o tańcu rusałek nie powie.

 

Rusałka w zaroślach – rys. Anety Wiśniewskiej

 

Dla dociekliwych – rusałki w wierzeniach dawnych Słowian to bardzo popularne żeńskie demony. Mimo miłego dla oka wyglądu (smukłe ciało, duże czarne oczy, długie i bujne zielone włosy) były bardzo niebezpieczne i powszechnie się ich obawiano. Szczególnie młodzi chłopcy mieli się czego bać – w noc nowiu księżyca (wg innych źródeł podczas pełni) rusałki wabiły ich nad brzeg jeziora lub rzeki, gdzie na śmierć zatańcowywały nieszczęśników lub zabijały ich łaskotkami. Bardziej oporni na łaskotanie kawalerowie bywali topieni. Zielone Świątki były świętem obchodzonym właśnie ku czci rusałek – ludzie powstrzymywali się wtedy od pracy, by nie rozgniewać wodnych boginek, a w zamian za to bawili się, urządzali tańce i składali zielonowłosym pannom ofiary z chleba. W Zielone Świątki za wszelką cenę unikano wchodzenia do lasu, by nie dać się przypadkiem zwabić spragnionej zabawy rusałce. Mężczyźni bronili się przed rusałczym wpływem nosząc przy sobie liść piołunu.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Ćmok”

“Ćmok” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Co tam zjawa, co tam smok,
kiedy u nas straszy ćmok!
Jak nietoperz, stwór skrzydlaty,
wyszczerzony i kudłaty.
Co noc, kiedy księżyc świeci,
ćmok z radością płoszy dzieci.
Lecz nie muszą te się bać,
które grzecznie chodzą spać.

 

 

 

Ćmok to jeden ze starszych demonów słowiańskich, w którego wierzono głównie na terenach dzisiejszej Wielkopolski. Niewiele dziś o nim wiadomo poza tym, że był uskrzydlony, energiczny, niezbyt sympatyczny, a jego pasją było nocne straszenie dzieciaków. Dawniej rodzice straszyli ćmokiem te dzieciaki, które przed pójściem spać broniły się jak mogły, bowiem do grzecznych dzieci stwór nie lubił zaglądać, za to z upodobaniem odwiedzał wszystkie rozbrykane łobuziaki.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Ubożęta”

 

Lubisz HeLeonkowe wierszyki? Dzięki tobie także inni mogą je polubić, wystarczy, że udostępnisz czasem nasze posty na Facebooku, by dotarły do jak największej liczby osób 🙂

 

 

“Skarpetka Henia” – wiersz

Prawa skarpetka małego Henia
uwielbia tańczyć od urodzenia
i o karierze marzy tancerki,
by w telewizji móc kręcić oberki.

 

To tajemnica, lecz kiedy jest w pralce
z sukienką Zosi trenuje walce.
Gdy tylko wtyczka dotyka kontaktu,
bęben wirując im stuka do taktu.

 

Podczas płukania prawa skarpeta
w tangu wymiata niczym rakieta,
a gdy ją ponoszą czystości dźwięki,
to brawo biją jej nawet spodenki.

 

Przyznaję szczerze – sama w to wierzę,
że każdy może zostać tancerzem,
bo zawsze warto spełniać marzenia,
nawet gdy marzy skarpetka Henia.

 

 

skarpetka Henia

 

 

Do napisania wierszyka o marzeniu roztańczonej skarpetki zainspirowała mnie świetna książka “Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” autorstwa Justyny Bednarek, którą przy okazji serdecznie wszystkim polecam. Kto by pomyślał, że zagubione skarpetki, tak jak skarpetka Henia, mogą podążyć za głosem serca i zostać modelkami lub gwiazdami filmowymi? Lektura udowadnia, że każdy może spełnić swoje marzenia, nawet te najbardziej szalone 🙂

 

Jeśli wierszyk ci się podoba, będzie mi miło, jeśli udostępnisz informację o nim na facebook’u. Zachęcam też do polubienia strony HeLeonki, by być na bieżąco ze wszystkimi nowościami.

 

Może spodoba ci się również inny wierszyk o spełnianiu szalonych marzeń – “Wyścigowa Kinia”