“Jajo czy kura?” – wiersz

Co było pierwsze – jajka czy kury?
Oj, różne słyszałam w temacie tym bzdury.
Ci twierdzący „kura” wcale się nie znają,
bo to oczywiste, że pierwsze było jajo!

 

Choć niekoniecznie kurze, może dinozaura…
Nad tym twoim jajem wisi dziwna aura!
– orzekła babka cioteczna T-Rexa.
Oj, z tego gada wyrośnie ci beksa!

 

W rozpacz popadła mama gadzina.
Och, taka mała jest moja dziecina.
Potężne i wielkie są wszystkie jajka,
ale to moje… to inna bajka!

 

Tata dinozaur zawołał: „To czary,
rzucił je na nas ten szaman z pieczary!
Za to, że wieki na niego poluję!
Ciekawe, co nam się teraz wykluje…

 

Wszystkie dinusie wykluły się wiosną,
nadeszło lato i wciąż pięknie rosną.
Lecz jeden nadal się wykluć nie może,
rodzina pogania: „Dasz radę, nasz stworze!”.

 

Jesienią, gdy mama wciąż jajo tuliła,
całkiem przypadkiem je uszkodziła.
Wtedy zaczęło chrobotać i stukać.
Już jednym okiem coś z niego kuka!

 

Lecz to nie gad, to coś ma piórka!
Z jaja swój łebek wychyla… kurka!
Zupełnie inna od gadziej rodziny.
Oj, chciałbyś wtedy widzieć ich miny…

 

I chociaż pokraczne to było stworzenie,
to mama kochała je wprost szalenie.
Oto więc koniec odwiecznej „rozkminy”:
i jaja i kury są od… gadziny!

 

 

 

 

Wierszyk “Jajo czy kura?” napisałam na pewien internetowy konkurs, jednak po małej modyfikacji i poprawkach uznałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, by i nasi młodzi czytelnicy mogli się nim cieszyć. A wy jak myślicie – pierwsze było jajo, kura, czy może… dinozaur? 😉

 

Polecam także inny wiersz w “kurzym” temacie – “Kura i nowa fryzura”Statystyki mówią, że jest to jedna z waszych ulubionych rymowanek! 🙂

 

Będzie mi miło, jeśli polubisz HeLeonki na Facebook’u! 🙂

 

“Deszczowa chmura” – wiersz

Jeszcze małą chwilkę temu
słonko dla nas pięknie grzało.
Teraz nie ma słonka. Czemu?
Gdzie nam się schowało?

 

Wielka granatowa chmura
tak jak niebo w nocy,
ciemna, bura i ponura
przykryć słonko chce jak kocyk.

 

Chmura groźnie się nadęła
chcąc wystraszyć słonko,
tak, że deszczem aż lunęła
i zagrzmiała gromko.

 

Tak błyskała, tak krzyczała,
deszcz lejąc obficie,
że po chwili aż zmalała.
Ucichło jej wycie.

 

Na wietrzyku chmura zwiała
już puszysta jak baranek,
już nie ciemna, tylko biała.
I znów piękny był poranek.

 

 

 

 

Wierszyk “Deszczowa chmura” napisałam dla Leosia po jednej z pierwszych letnich burz – synek zafascynowany wiatrem i błyskawicami mocno przeżywa wszystkie gwałtowne zjawiska pogodowe i – jak na porządnego 4-latka przystało – zadaje nam setki pytań, by zaspokoić swoją ciekawość w tym zakresie.

 

A czemu jest tak głośno? Czemu tak się błyska? A gdzie te “pieruny” powstają? Czemu deszczowa chmura jest taka ciemna? A skąd tak wysoko wziął się prąd? Odpowiadając na leośkowe pytania jak zwykle nie mogłam sobie odmówić wsparcia w postaci wartościowej dziecięcej literatury –  najbardziej przystępne i sympatyczne wyjaśnienia mechanizmów burzowych znalazłam w książce “Tato, a po co?” Wojciecha Mikołuszko, a konkretnie w rozdziale “Czemu pioruny są takie powyginane?”, gdzie wiedza przekazana jest w formie krótkiego “z życia wziętego” opowiadania oraz prostych i wymownych ilustracji Tomasza Samojlika (wspominałam już, że uwielbiam jego ilustracje dla dzieci?). A więc jeśli wasze dzieciaki zadają wam podobne i inne pytania, a na pewno zadają, to ja z przyjemnością odsyłam was do tej niesamowicie ciekawej lektury.

 

 

Pozostając w podniebnym klimacie zapraszam też do przeczytania wierszyka “Smutny Księżyc” i jak zwykle zachęcam do polubienia HeLeonków na Facebook’u, by być na bieżąco! 🙂

 

 

 

 

“Isetki” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

Mój brat Romek wierzy szczerze
(choć ja wcale w to nie wierzę!),
że by znaleźć miłość życia
trzeba w mig zaprzestać mycia…

 

Dramat! Mycia?! Wolne żarty!
Lecz ten głuptas jest uparty,
chce hodować pod pachami
stworki zwane isetkami!

 

Romek mówi, że “isetki
są magnesem na kobietki“,
więc aż magia nie zadziała,
on nie dotknie mydłem ciała.

 

Gdzieś usłyszał, że te mary
zamieszkują brudne szpary,
zakurzone zakamarki…
Aż na samą myśl mam ciarki!

 

Za Romeczka przykrą wonią
teraz tylko muchy gonią!
Nie chcę mieć brudnego brata…
Jak ratować mam wariata?

 

 

 

 

Isetki to miniaturowe demony wielkości główki od szpilki, przypominające odrobinę mrówki lub pchły. Były to nieszkodliwe stworki, zamieszkujące brudne zakamarki domostw: szpary za meblami, otwory w ścianach, różne skrytki. W dawnych czasach, gdy sporo ludzi było z higieną na bakier, często łapano pasażerów na gapę – łatwo można było nabawić się pcheł lub wszawicy. Pasożyty odkryte pod pachami niezbyt czystego gospodarza bywały mylone właśnie z isetkami, które – podobno – upodobały sobie właśnie tę część ciała człowieka jako tymczasowe lokum. Co ciekawe – isetek nie można było spod pach przeganiać, ponieważ miały przynosić swojemu gospodarzowi szczęście w miłości i powodzenie w interesach.

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Jaroszek”

 

Chcesz poznać więcej słowiańskich stworów? Koniecznie polub HeLeonki na Facebook’u, by być na bieżąco ze wszystkimi nowościami!

“Jaroszek” – wiersz z serii Stworzenia Słowiańskie

“Dobrze widzę? Proszę, proszę!
To naprawdę jest jaroszek?!”
Gość rozpływa się w zachwycie,
bo z jaroszkiem – to jest życie!

 

Choć jest mały jak wiewiórka,
obcych goni precz z podwórka,
a gdy tylko szmer usłyszy,
skrzętnie łowi wszystkie myszy.

 

Dzieci wprost go uwielbiają,
a co ważne, on tą zgrają
opiekuje się jak niania,
od poranka, aż do spania.

 

Stwór, gdy tylko dość ma mleka,
nigdy z domu nie ucieka,
ale zdobyć go – to wyczyn!
Ciężko upiąć go do smyczy!

 

Jaroszek - ilustracja Anety Wiśniewskiej
Jaroszek opiekujący się dziewczynką – rys. Anety Wiśniewskiej

 

Dla ciekawskich – jaroszek to słowiański demon polny wyglądający jak zając, który w “naturalnych warunkach” hasał sobie wśród traw, kwiatów czy zbóż. Napotkany w takich okolicznościach bywał groźny – wędrowców wabił za sobą w kierunku mokradeł, np. udając rannego zwierzaka. Nie muszę chyba dodawać, że większość nieszczęśników z owych mokradeł nie wracało. Ale jeśli już komuś udało się dogonić i złapać jaroszka, w magiczny sposób zmieniał się nie do poznania – zamieszkiwał wtedy w domostwie śmiałka i stawał się jego duszkiem opiekuńczym – chronił przed intruzami, wyłapywał szkodniki, opiekował się dziećmi. Można się domyślać, że dzieciaki go uwielbiały – w końcu kto nie chciałby mieć niani pod postacią uroczego puchatego zajączka?

 

Poprzedni wiersz z serii “Stworzenia Słowiańskie” – “Licho”

“Czarownica Klara” – wiersz

Czarownica Klara wielki problem miała,
bo choć świetnie gotowała
wnusia jeść nie chciała.

 

Czary mary!
Dwa kalmary,
kurza stopa,
włos cyklopa,
rybia łuska,
skrzata bluzka
i na koniec garb wielbłąda!
Niech się dzieje, co zażądam!

 

Czarownica Klara czary wymyślała
i choć świetnie je rzucała,
wnusia wciąż nic nie zjadała.

 

Czary mary!
Kogut stary,
zapach burzy,
płatek róży,
krasnoluda okulary
i skarpety nie do pary.
Na to wszystko pół piernika,
niech z talerza wszystko znika!

 

Gdy się Klara zamartwiała,
wnusia z zaklęć się zaśmiała,
a gdy babcia nie patrzyła – z kotła wyjadała.

 

 

 

A twoje dzieci to niejadki, czy raczej – podobnie jak Leośko i Hela – straszliwe żarłoki? U nas w domu bywają takie dni, że razem z tatą łobuziaków stajemy na głowie, by odegnać tę parkę od lodówki… 😉

 

Wiersz o czarownicy Klarze spodobał się twoim dzieciom? Zachęcam również do przeczytania wierszyka o smutnym księżycu!

Close