“Wszystkie Przygody Żabka i Ropucha” Arnold Lobel

 

Leoś to dziecko z gatunku tych, które potrafią usiedzieć na pupie maksymalnie kilka minut. Dla mnie jako matki wielbiącej książki był to fakt o tyle dramatyczny, że przez swoją nadruchliwość ten mały żbik kompletnie nie lubił czytania mu na głos! Jednak kiedy we wrześniu Leo przekroczył próg przedszkola, nastąpił przełom – z dnia na dzień mój syn zaczął głośno domagać się swojego codziennego “bajkowego przydziału” ! Rozpoczęłam więc poszukiwania takich lektur, w których opowiadania będą krótkie i jednocześnie ciekawe, tak by Leoś był w stanie na siedząco i bez gmerania się wysłuchać całej opowieści.

I tak natknęłam się na “Wszystkie Przygody Żabka i Ropucha” autorstwa Arnolda Lobela.

 

 

 

 

Opowieści o Żabku i Ropuchu są znane dzieciom z całego świata już od wielu lat, jednak tym razem Wydawnictwo Literackie postawiło na opublikowanie ich wszystkich razem, w pięknym kolekcjonerskim wydaniu. W książce znajdziemy więc aż 20 niezbyt długich opowiadań o sympatycznych płazach, które okraszone są delikatnymi ilustracjami autora. Tekst w przekładzie Wojciecha Manna został napisany dużymi literami, co sprawia, że książka może być czytana zarówno na głos przez rodzica, jak i świetnie posłużyć jako jedna z pierwszych lektur samodzielnie czytanych przez dziecko.

 

 

 

 

Gdybym miała opisać przygody Żabka i Ropucha jednym słowem, byłoby to słowo “przyjaźń”. Dzieci uczą się od tych małych zwierzątek, że nawet przyjaźń między dwiema istotami o skrajnie różnych charakterach jest możliwa, jeżeli tylko odpowiednio się o nią dba. Żabek jest wesołym optymistą, który celebruje wszystkie chwile swojego życia i cieszy się każdą drobnostką. Ropuch to raczej ponurak, który nie zawsze w siebie wierzy, bywa skryty i wszystkim się zamartwia. Jednak dziwnym trafem te dwie osobowości świetnie się uzupełniają. Kiedy zachodzi taka potrzeba Ropuch sprowadza na ziemię bujającego w obłokach Żabka. Żabek natomiast odwdzięcza mu się poprawiając mu humor i udowadniając, że świat jest piękny.

 

Leoś pokochał Żabka za jego poczucie humoru, a z postawa poważnego Ropucha niesamowicie go bawi. Moje matczyne serducho raduje się jak szalone, gdy po przeczytanym opowiadaniu leonkowe ślepia wpatrują się we mnie prosząc o przeczytanie jeszcze jednego, a potem kolejnego… Nawet Helenka ma ubaw, gdy czytając “Wszystkie Przygody Żabka i Ropucha” tak się wczuwam, że zaczynam kumkać i skrzekotać. I przecież o to chyba właśnie chodzi we wspólnym czytaniu z dziećmi, by wszyscy miło spędzali przy tym czas. Podstawa to dobra zabawa.

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania żabek i ropuch wszystkie

“Wszystkie Przygody Żabka i Ropucha”
Autor: Arnold Lobel
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 260
Oprawa: twarda
ISBN: 9788308064511

 

“Znajdź nas. Woda, łąka i las” Kasia Jacobson, Robert Dzwonkowski

No i stało się – właśnie rozpoczęły się pierwsze prawdziwe ferie zimowe w życiu Leosia. Ledwie łobuziak wrócił z przedszkola, a już starał się pokazać mi na paluszkach, ile dni spędzi w domu. Kiedy wreszcie doszedł do wniosku, że jego osobistych rączek nie starczy, dołożył jeszcze dłonie babci i w końcu się udało – mamy dla siebie całe 16 dni. Nie, żeby to była dla nas jakaś nowość – odkąd jestem mamą, pozostaję z dziećmi w domu i zanim Leo poszedł do przedszkola, mieliśmy dla siebie ponad trzy lata. Jednak i tak odrobinkę denerwuję się tym, czy uda mi się zapewnić synkowi wystarczająco dużo ciekawych zajęć, które zastąpią mu przedszkole. Gdy zaczęłam w głowie sporządzać listę pomysłów, przy okazji przypomniałam sobie o pewnej rewelacyjnej książce, którą dorwałam niedawno na wyprzedaży w bardzo okazyjnej cenie.

 

 

“Znajdź nas! Woda, łąka i las” nie jest książką, którą można zwyczajnie czytać. Tekstu jest w niej jak na lekarstwo, ale zapewniam, że to tylko jedna z wielu jej zalet. Gdybym miała jakoś określić gatunek tej niezwykłej lektury, nazwałabym ją “wyszukiwanką”. Wydawnictwo Jacobsony dedykuje ją dzieciom od 4 roku życia, jednak moim zdaniem i znacznie starsze dzieci zajmie na długie godziny. Ba, z niektórymi wyzwaniami rzuconymi przez autorów i ja – dorosła przecież kobieta – nie mogłam sobie od razu poradzić!

 

 

 

Na książkę “Znajdź nas! Woda, łąka i las” składa się 20 wielkoformatowych, dwustronnych plansz z różnymi przedstawicielami naszej pięknej polskiej przyrody. Pośród wielu niemal identycznych ryb, polnych kwiatów, ptaków, owadów, czy nawet grzybów, należy za każdym razem odszukać tylko jednego (!) przedstawiciela innego gatunku. I o ile szybko poszło mi odnalezienie jednej kawki zwyczajnej kryjącej się wśród srok, to do dziś nie mogę poradzić sobie z wypatrzeniem gałązki dębu bezszypułkowego obok tych szypułkowych. Choć wstyd się przyznać, oczka Leosia są znacznie bystrzejsze od moich i dużo szybciej idzie mu wyłapywanie drobnych różnic i rozwiązywanie zagadek.

 

 

 

Ilustracje przedstawiające wybrane polskie gatunki są zachwycające, bardzo realistyczne i szczegółowe. Już samo oglądanie ich powoduje, że dziecko chce dowiedzieć się więcej. A jako że nauka poprzez zabawę przynosi najlepsze efekty, można od razu wzbogacić zdobywaną wiedzę dzięki umieszczonym pod koniec książki krótkim opisom wszystkich 40 zilustrowanych gatunków.

 

 

Dla mnie jako rodzica szybko nudzącego się dziecka ważne jest to, że książką “Znajdź nas! …” można bawić się na wiele różnych sposobów. Gdy Leosiowi znudziło się ćwiczenie własnej spostrzegawczości podczas poszukiwań, wspólnie próbowaliśmy liczyć motyle. Jeszcze inna propozycja to próba wskazania jak największej ilości różnic, na przykład między sumem a szczupakiem. Jednak nie ważne, który sposób zabawy wy wybierzecie, bo i tak gwarantuję, że będzie to rozrywka najwyższej klasy.

 

“Znajdź nas. Woda, łąka i las”
Autor: Kasia Jacobson, Robert Dzwonkowski
Wydawnictwo: Jacobsony
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 52
Oprawa: twarda
ISBN: 9788394291006

 

Czy wasze dzieci mają swoje ulubione wyszukiwanki? Koniecznie podzielcie się ich tytułami w komentarzach! Zachęcam też do obserwowania heleonkowego profilu na Facebook’u, by być na bieżąco z naszymi nowościami.

 

“Wielka Księga Robali” Yuval Zommer

 

Wielka Księga Robali” to dla mnie lektura wielka nie tylko z nazwy. Pomijając fakt, że jest na prawdę konkretnych gabarytów, to na swoje miano zasługuje z zupełnie innego powodu. To właśnie dzięki tej książce mój trzęsący się na widok maleńkiego komara Leoś w końcu przestał bać się owadów! Ba, on nawet zapałał do nich miłością! Jest jeszcze inny powód, dla którego przypominam o robalach właśnie teraz, w środku zimy – już niedługo (bo w marcu) ma się ukazać ich młodsza siostra – “Wielka Księga Ssaków”. Wspólnie z Leosiem już zacieramy ręce i z niecierpliwością przebieramy nogami.

 

Yuval Zommer popełnił kawał na prawdę dobrej roboty. Jego “Wielka Księga Robali” dosłownie wciąga czytelnika w świat maleńkich stworzeń, które, jak się okazuje, żyją wszędzie wokół nas, nawet jeśli na co dzień ich nie zauważamy. Książkę rozpoczyna garść ciekawych faktów o “robalach” i kilka podpowiedzi odnośnie obserwowania ich, oraz piękne rodowe drzewo, dzielące te tycie zwierzątka na kilka podstawowych “gałęzi”. Do śledzenia losów owadów czy ślimaków dodatkowo zachęcają specjalne zadania, takie jak poszukiwanie na ilustracjach zakamuflowanych robali, liczenie much i wiele innych.

 

 

“Wielka Księga Robali” została podzielona na części, w których dziecko poznaje ciekawostki na temat biedronek, pszczół, ślimaków, chrząszczy, motyli, pająków i wielu, wielu innych stworzeń. Wszystkie rozdziały są przepełnione cudnymi ilustracjami, od których nie idzie oderwać oczu. Nawet ktoś taki jak ja, kto trzęsie portkami na widok zwykłego pasikonika z fascynacją będzie przeglądał kolejne strony. Dodatkowego smaku dodaje książce humor autora, który doprawił treść wieloma zabawnymi komentarzami i śmiesznymi obrazkami.

 

 

 

Daję słowo honoru, że “Wielka Księga Robali” przetrwa nawet wielokrotne przeglądanie umazianymi od piachu łapkami na łonie samej matki natury. Zabranie jej na wiosenną przechadzkę może być znakomitym pomysłem – można jednocześnie wynajdywać w trawie coraz to nowsze paskudy i od razu szukać o nich informacji w atlasie. Jestem przekonana, że każdy kilkulatek będzie zachwycony taką formą spędzania wolnego czasu, a dodatkowym bonusem będzie zdobyta w ten sposób wiedza.

 

 

Powiedzmy sobie szczerze, że nie każda matka musi pałać ogromem miłości do robaków. Jeśli nie znosisz ich tak bardzo, że za żadne skarby świata nie zdobędziesz się na wspólne wygrzebywanie ich z dzieckiem, to na spacer z “Wielką Księgą Robali” zawsze możesz posłać tatusia. Zakup książki będzie więc podwójną inwestycją – w wiedzę pociechy i… w twój dodatkowy czas tylko dla siebie! Chyba nie muszę cię dłużej przekonywać?

 

Znalezione obrazy dla zapytania wielka księga robali c
“Wielka Księga Robali”
Autor: Yuval Zommer
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda
ISBN: 9788328043664

 

Macie “Wielką Księgę Robali” w swojej biblioteczce? W komentarzu koniecznie dajcie znać, co o niej myślicie!

“Elmer. Kolorowe Przygody” David McKee

Recenzja książki Elmer Kolorowe Przygody David McKee

 

Tak się składa, że ulubiony bohater książkowy Leosia to pewien sympatyczny słoń o imieniu Elmer. I nie jest to słoń zwyczajny – jego skóra zamiast koloru słoniowego, cała pokryta jest kolorową kratką. Nie mogę więc zacząć swojej przygody z recenzowaniem od żadnej innej książki, niż od zbioru opowiadań Davida McKee “Elmer. Kolorowe Przygody”. Jest to książka przepełniona humorem i optymizmem, w której każda historia kończy się nienachalnym morałem.

 

Elmer recenzja książki

 

W tej niezwykle kolorowej lekturze znajdują się aż cztery pełne optymizmu opowiadania. Pierwsze z nich to “Elmer i Super El”, w którym Elmer chce pomóc słoniowemu superbohaterowi, mającemu problemy z… kostiumem. Musi się przy tym nieźle nagimnastykować, by odwrócić uwagę reszty mieszkańców dżungli.

 

“Elmer i Wielki Ptak” to historia, w której słoń w kratkę udowadnia, że nawet najtrudniejsze sytuacje są do rozwiązania dzięki odrobinie współpracy.  Małe ptaszki są sparaliżowane strachem – przez wielkiego ptaka muszą kryć się w jaskini. Jednak Elmer wpada na pomysł, jak pozbyć się prześladowcy.

 

W opowiadaniu “Elmer i Słonięty Mikołaj” słoń w kratkę wciela się w mikołajowego pomocnika i udowadnia młodym słonikom, że Słonięty Mikołaj na prawdę istnieje i że czasami warto mu trochę pomóc.

 

“Elmer i Melodia” to opowieść o pewnej melodii, która utknęła w głowach wielu mieszkańców dżungli. Zmęczone muzyką zwierzęta proszą o pomoc Elmera, który jak zwykle znajduje doskonałe rozwiązanie problemu.

 

Elmer recenzja książki

 

Czteroletni Leonek najbardziej docenia w Elmerze ilustracje  – wielkoformatowe, pełne kolorów i szczegółowe, wprowadzające w bajkowy nastrój. Już samo śledzenie losów zwierząt na obrazkach jest dla niego doskonałą zabawą, która potrafi zająć go na długie minuty (a nie jest wcale łatwym zadaniem utrzymanie go dłużej w miejscu).

 

Moim zdaniem kolorowe przygody Elmera są świetną propozycją już nawet dla najmłodszych przedszkolaków. Historie o pomysłowym słoniu są krótkie i napisane nieskomplikowanym językiem, który jest zrozumiały dla kilkulatków. Wspólne czytanie “Kolorowych Przygód” z nieco starszą pociechą może stać się pretekstem do wielu pouczających rozmów na temat współpracy, pomagania innym, czy przyjaźni.

 

Jeśli szukasz wartościowej i jednocześnie wesołej książki, która dostarczy wiele przyjemnych chwil twojej rodzinie, to “Elmer. Kolorowe Przygody” będą strzałem w dziesiątkę. Jestem pewna, że tak jak ja zachwycisz się Elmerem, a twoje dzieci pokochają go równie mocno, jak kocha mój Leonek.

 

 

 

“Elmer. Kolorowe Przygody” 

Autor: David McKee

Wydawnictwo: Papilon

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 128

Oprawa: twarda

ISBN: 9788327102898

 

A może twoje dzieci już znają Elmera? Zapraszam do dzielenia się swoimi opiniami na temat książki w komentarzach!

Close